IVRP.pl Strona Główna IVRP.pl
polityka - militaria - kultura - podróże

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Hegemon
Nie 21 Lis, 2010 11:54
Kłamliwy film "Defiance"
Autor Wiadomość
Akiko 
Banita


Wiek: 35
Dołączyła: 20 Paź 2005
Posty: 2965
Wysłany: Pią 30 Sty, 2009 00:27   

Zadne odwrocenie..

Wtedy zgineli ludzie i niedawno tez...

I trzeba pisac prawde o obu tragediach. I prawde o sprawcach...
_________________
Bądź odważny, gdy rozum zawodzi, bądź odważny. W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy. Zbigniew Herbert (1924 - 1998)
 
 
ptak 
przewodniczący zarządu o. p.


Wiek: 70
Dołączył: 31 Gru 2005
Posty: 2013
Skąd: Śląsk
Wysłany: Śro 04 Lut, 2009 16:12   

DoktorNo napisał/a:
...jeszcze usłuszymy że to my napadliśmy na nich w 1939 roku...

Na razie obowiązuje wersja, że my napadliśmy na żydów, jacyś "naziści" robili u nas za podwykonawców a Niemcy za cholerę nic o tym nie wiedzieli. Da się wytrzymać.
 
 
Hegemon 
Beczkowóz


Pomógł: 2 razy
Wiek: 46
Dołączył: 11 Lut 2006
Posty: 11979
Skąd: z głupia frant
Wysłany: Śro 04 Lut, 2009 16:55   

ptak napisał/a:
jacyś "naziści" robili u nas za podwykonawców

Negacjonista! Naziści starali się jak mogli powściągać Polaków, ale się nie dało, bo ci zawczasu pokradli im samochody.
_________________
Его Высокопревосходительство
 
 
ptak 
przewodniczący zarządu o. p.


Wiek: 70
Dołączył: 31 Gru 2005
Posty: 2013
Skąd: Śląsk
Wysłany: Śro 04 Lut, 2009 18:57   

A rury wydechowe powyginali do kibitek.
 
 
Akiko 
Banita


Wiek: 35
Dołączyła: 20 Paź 2005
Posty: 2965
Wysłany: Pią 06 Lut, 2009 15:21   

Nechama Tec jest autorka ksiazki "Defiance" na podstawie ktorej nakrecono ten kontrowersyjny film.
We wstepie napisala tak:
"My special thanks go to my friend Iwo Cyprian Pogonowski for helping me with the map."

Dziwny jest ten SWIAT!!!
_________________
Bądź odważny, gdy rozum zawodzi, bądź odważny. W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy. Zbigniew Herbert (1924 - 1998)
 
 
Hegemon 
Beczkowóz


Pomógł: 2 razy
Wiek: 46
Dołączył: 11 Lut 2006
Posty: 11979
Skąd: z głupia frant
Wysłany: Pią 06 Lut, 2009 16:10   

Ażesz mnię to wcale nie dziwi :/
_________________
Его Высокопревосходительство
 
 
Akiko 
Banita


Wiek: 35
Dołączyła: 20 Paź 2005
Posty: 2965
Wysłany: Sob 07 Lut, 2009 16:57   

Przyjaciel?
_________________
Bądź odważny, gdy rozum zawodzi, bądź odważny. W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy. Zbigniew Herbert (1924 - 1998)
 
 
Hegemon 
Beczkowóz


Pomógł: 2 razy
Wiek: 46
Dołączył: 11 Lut 2006
Posty: 11979
Skąd: z głupia frant
Wysłany: Sob 07 Lut, 2009 17:06   

Przyjaźń niejedno ma imię

_________________
Его Высокопревосходительство
 
 
Akiko 
Banita


Wiek: 35
Dołączyła: 20 Paź 2005
Posty: 2965
Wysłany: Wto 10 Lut, 2009 15:05   

O plagiat autorów "Odwetu, Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego 31 stycznia na łamach Gazety Wyborczej, oskarżyli recenzenci książki - doktor Dariusz Libionka i profesor Monika Adamczyk-Garbowska. P. Dziennikarze mieli "czerpać inspirację" z publikacji Nechamy Tec "Defiance" - nie wymienili jej nawet w bibliografii.


Na podstawie ksiazki Nechamy Tec nakrecono ten film.
_________________
Bądź odważny, gdy rozum zawodzi, bądź odważny. W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy. Zbigniew Herbert (1924 - 1998)
 
 
DoktorNo 
zwykły członek partii


Dołączył: 28 Paź 2008
Posty: 162
Wysłany: Śro 11 Lut, 2009 17:38   

Ten plagiat już wycofano. Swoją drogą, nie jest to aby żenujące?
_________________
http://niepoprawni.pl/
http://doktorno.boo.pl/
 
 
bateria helska 
NaczDyrDUPS
Yogibabu w trakcie leżakowania


Dołączył: 30 Sty 2006
Posty: 8781
Skąd: z Boforsa
Wysłany: Śro 11 Lut, 2009 17:50   

Na pewno świadczy o nieustannie wysokich standardach zawodowych i moralnych panujących wśród redaktorów "GW".
_________________
A. Gudzowaty w rozmowie z Michnikiem: "Jedni są w obozie amerykańskim, drudzy w rosyjskim, trzeci w brytyjskim, niemieckim, francuskim - k... - nikogo nie ma w obozie polskim".
 
 
PiStolet 
sympatyk


Dołączył: 15 Lut 2009
Posty: 5
Skąd: IV RP
Wysłany: Pon 16 Lut, 2009 15:25   

"Opór". (Nie)prawdziwa historia braci Bielskich

Od miesięcy robiono medialny szum wokół superprodukcji Hollywoodu, czyli filmu "Opór" ("Defiance") z Danielem Craigiem w roli głównej. Aktor ten jest znany przede wszystkim jako kolejne wcielenie "Agenta 007", czyli fikcyjnego Jamesa Bonda, dokonującego na ekranach rzeczy niemożliwych i to z niezwykłą łatwością. Był to trafny wybór. Aktor w filmie "Opór" miał bowiem pokazać również rzeczy, które tak naprawdę nie miały miejsca w rzeczywistości. Twórcom nie przeszkadzało jednak informować widzów już w zwiastunach, że film jest oparty na faktach. A więc - prawda czy nieprawda? Czy to, co zobaczymy na ekranach, wydarzyło się w rzeczywistości, czy też jest to kolejna fikcja literacka nastawiona na toporną propagandę i indoktrynację w ustalonym z góry kierunku?

"Badacze" z "Wyborczej"

Rzecz komplikuje się jeszcze bardziej, bo oto "Gazeta Wyborcza" oddelegowała dwóch swych redaktorów do zbadania i opisania historii braci Bielskich. Autorzy, Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski, zatytułowali książę tak: "Odwet. Prawdziwa historia braci Bielskich" (Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2009). Czy z prawdą można polemizować? Jeśli rzecz została zbadana starannie i jest odpowiednio udokumentowana, bez pomijania czegokolwiek, co rzuca choćby cień na tok rozważań autorów, to oczywiście polemika nie ma sensu. Wystarczą same pochwały. Ale jeśli tak nie jest? Jeśli film, a w ślad za nim książka aż tak prawdziwa nie jest, to jak najbardziej - nie tylko można, ale po prostu trzeba stawić opór czarnej, jednostronnej propagandzie.
W 1994 r. Adam Michnik ogłosił na łamach swej gazety, że "zdolność do konfrontowania się z ciemnymi epizodami własnego dziedzictwa jest dla każdego narodu egzaminem z dojrzałości demokratycznej. Twierdzę, że Polacy dojrzeli do demokracji, co znaczy, że mają prawo do pełnej prawdy o własnej przeszłości". Wtedy chodziło o osławioną sprawę Powstania Warszawskiego i podparcie jakimś autorytetem tego, co na łamach "Wyborczej" napisał jej ówczesny kierownik działu kulturalnego Michał Cichy. Później wyszło na jaw, że autor paszkwilu na powstańców warszawskich preparował dokumenty, fałszował cytaty i - choć sam historyk z wykształcenia - wykonał pracę nie tyle historyczną, co histeryczną. Następnie zniknął na wiele lat...
Nie była to jedyna taka dyskusja na łamach tejże gazety. Tak samo było bowiem ze sprawą Jaffy Eliach i tym, co napisała o Ejszyszkach, jak to oddziały AK gromiły Żydów w nowej, sowieckiej już rzeczywistości. W tym przypadku również dyskusja została przerwana w miejscu najmniej wygodnym, gdy ukazały się rzeczowe publikacje, podparte solidną faktografią i badaniami źródłowymi, które gazetowe "ustalenia" obracały w perzynę.
Przypuszczam, że teraz będzie podobnie - już rozpoczęła się dyskusja. Nawet na forum internetowym "Gazety Wyborczej" czytelnicy wzięli pod lupę ustalenia jej dziennikarzy, jak choćby kłamliwe twierdzenie o rzekomym istnieniu "polskiego batalionu SS" na froncie wschodnim.
Nie trzeba było długo czekać. Jeden z autorów, Marcin Głuchowski, "przedstawił się", odpowiadając jednemu z krytyków: "Jak mniemam, jesteś historykiem, ja - tylko dziennikarzem, pewno wszystkie szczegółowe kwestie, o których piszesz, przedstawiają się tak jak twierdzisz, mimo to - sądzę, że książka Cię nie rozczaruje pełno w niej oczywiście skrótów (typu batalion SS zamiast pomocniczy batalion policyjny pozostający częściowo pod dowództwem SS) ale zważ, że napisaliśmy powieść dla ludzi, a nie pracę historyczną - to ma się czytać" (http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? ... a=89777089).

I właściwie wszystko jest jasne - tak samo jak prawdziwym założeniem filmu "Opór" nie było pokazanie prawdy, tak samo dziennikarze "Wyborczej" zamiast "prawdziwej historii" dali nam "powieść dla ludzi", z ideowym uzasadnieniem takiego podejścia: "to ma się czytać". Ale w takim razie po co dobudowywać do wszystkiego ideologię, że jest w tym jakaś prawda?

100 km od miejsca zbrodni...

Jeśli tak zasobna gazeta, którą stać przecież na wynajęcie profesjonalistów, mających lepsze przygotowanie do badania historii niż to, jakie nam zaprezentował jeden z autorów, traktuje sprawę po macoszemu, powierzając ją osobom w ogóle do tego nieprzygotowanym, to rezultaty muszą być takie, jakie są. A są bardzo marne. Oto co według własnego mniemania ustalili dziennikarze "Gazety Wyborczej": "Pojechaliśmy na Białoruś, odnaleźliśmy ludzi, którzy pamiętają Bielskich oraz sowieckie dokumenty, gdzie partyzanccy dowódcy opisują mord w Nalibokach jako zwycięstwo w walce z 'niemieckim garnizonem'. W archiwach są nazwiska czterech dowódców akcji nagrodzonych za ten 'bój' - to towarzysze Gulewicz, Muratow, Szaszkin i Surkiew. Paweł Gulewicz wymieniony jest jako ten, który osobiście zabił czterech 'faszystowskich pachołków'.
Znaleźliśmy też ostatnich żyjących partyzantów Bielskiego: mieszkają na Białorusi, w USA i w Anglii. Ich relacje zgadzają się z zawartością sowieckich archiwów - w dniu pacyfikacji Naliboków (8 maja 1943 r.) - oddział Tewjego Bielskiego stacjonował 100 kilometrów dalej.
- Byli wtedy w miejscowości Stara Huta - opowiada Tamara Wiarszycka, historyk i dyrektor muzeum regionalnego w Nowogródku, gdzie znajduje się największy zbiór dokumentów pozostałych po Bielskich. - Do Puszczy Nalibockiej przeszli dopiero parę miesięcy później, o czym można przeczytać w opublikowanych już dawno relacjach" (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... skich.html).
Na oko wszystko wygląda wiarygodnie: pojechali, sprawdzili, zbadali, rozmawiali i wszystko opisali najlepiej, jak tylko potrafili. Ale z poznawczego punktu widzenia znacznie ważniejsze jest to, czego nie sprawdzili, nie zbadali i nie opisali. Pominięte jest bowiem wszystko to, co przeczyło z góry założonej tezie: że oddział Bielskich nie uczestniczył w masakrze. Ważne jest zatem to, co mówi jakaś Tamara Wiarszycka z Białorusi (czy znane są jej jakiekolwiek poważne publikacje na ten temat, skoro autorzy mianują ją historykiem?). Ale nie jest ważne to, co można znaleźć w dokumentach i relacjach, a co przeczy jedynie słusznej wersji.
Niewątpliwie "historycy" z "Wyborczej" mają poważne problemy z geografią. Choćby z publikacji Nechamy Tec wiemy, gdzie grupa Bielskiego przebywała w kwietniu i maju 1943 roku. Były to m.in. lasy jasionowskie, nieco na zachód od Wsieluba i rodzinnej wsi Bielskich - Stankiewicz. To niespełna 50 km od Naliboków! A skądinąd wiemy, że na osławione "operacje gospodarcze" uzbrojone grupy od Bielskiego wyprawiały się w promieniu nawet 80-90 km od swych obozów, nie odległość stała więc na przeszkodzie ich udziału w opisywanej pacyfikacji.
Do tego jeden ze znanych historyków młodszego pokolenia natychmiast po artykule Głuchowskiego i Kowalskiego autorytatywnie oświadczył w informacyjnym serwisie telewizyjnym, że grupa Bielskiego w tym czasie stacjonowała "100 km od Naliboków", więc udziału w tym nie brała. A szacunek dla słowa i własnej reputacji to już się nie liczy?

Mijają lata, śledztwo stoi w miejscu

Niepokojące jest również to, że prawdopodobnie i śledztwo IPN, mimo początkowych ustaleń, zmierza w stronę wykluczenia partyzantów żydowskich z udziału w masakrze. Świadczyć o tym może informacja Polskiej Agencji Prasowej z 14 stycznia br.: "Rzecznik IPN Andrzej Arseniuk poinformował, że kilku świadków mordu dokonanego w 1943 r. przez partyzantów sowieckich na polskich mieszkańcach wsi Naliboki zeznaje, iż wśród atakujących byli partyzanci od Bielskiego, jednak zeznania te 'nie są poparte dokumentami archiwalnymi'. (...) Pytany przez PAP, jaką wiedzę na temat udziału Żydów z oddziału Bielskiego w zbrodni w Nalibokach posiada IPN, Arseniuk wyjaśnił, że, 'kilku świadków lakonicznie zeznaje, że wśród atakujących byli partyzanci od Bielskiego; świadkowie nie wskazują jednak, na jakich przesłankach opierają to twierdzenie; ponadto zeznania te nie są poparte żadnymi innymi dowodami, np. dokumentami archiwalnymi'. Arseniuk zaznaczył jednocześnie, że część historyków również wskazuje na udział partyzantów z Oddziału Bielskiego w ataku na Naliboki, jednak autorzy nie przywołują w swych opracowaniach źródeł tych informacji".
Należy tu rozróżnić dwie rzeczy: naszą wiedzę o wydarzeniach (która zawsze będzie niepełna, ale z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa można je przecież zrekonstruować) od wymogów procesowych i stawiania zarzutów konkretnym osobom. W końcu jak świadkowie mają pamiętać, po kilkudziesięciu latach, twarze i dokładne nazwiska (oraz inne dane personalne) sprawców? Ale ewentualne umorzenie sprawy przez IPN nie będzie wcale oznaczać, że grupy "bojców" od Tewje Bielskiego nie były obecne w Nalibokach.

Skąd się biorą kontrowersje

Jaki jest stan wiedzy o "obozie rodzinnym" braci Bielskich? Bohater filmu i gazetowej "powieści dla ludzi" Tewje Bielski doczekał się sporej literatury, także historycznej. Występuje również w wielu materiałach uznawanych za źródła historyczne (niezależnie od konieczności przeprowadzenia ich krytyki). Dwie rzeczy są niewątpliwie prawdziwe: że Tewje Bielski istniał naprawdę oraz że trzymał żelazną ręką (wraz ze swymi młodszymi braćmi i grupą najbardziej zaufanych osób) "obóz rodzinny", w którym uratowało się 1200 osób pochodzenia żydowskiego. Rzecz nie wzbudzałaby prawdopodobnie żadnych kontrowersji (nawet fantastyczne opisy walk z niemieckimi kolumnami pancernymi), gdyby nie fakt, że od kilku lat toczy się (co prawda bardzo niemrawo) śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie pacyfikacji polskiego kresowego miasteczka położonego na skraju Puszczy Nalibockiej. Wydarzenia, jakie miały miejsce wczesnym rankiem 8 maja 1943 r., zapadły głęboko w pamięć mieszkańców, a na skutek wielu publikacji z ostatnich lat sprawa stała się w miarę głośna.

W tym dniu Naliboki zostały bowiem brutalnie zaatakowane przez oddziały partyzantki sowieckiej. Zginęło około 130 mieszkańców, w tym kobiety i dzieci. To również nie wzbudzałoby tak wielkich emocji i z pewnością "Gazeta Wyborcza" nie chciałaby poświęcać tak wiele sił, środków i miejsca na swych łamach jednej z wielu wojennych zbrodni. Kontrowersje pojawiają się dlatego, że wedle niektórych źródeł (w tym także żydowskich), a także pamięci poszkodowanych, w pacyfikacji Naliboków brali udział również partyzanci żydowscy, pełniący służbę w ramach partyzantki sowieckiej. I zapewne tylko tym da się wytłumaczyć takie medialne zaangażowanie wielkiego koncernu prasowego.

Wacław Nowicki - świadek niewygodny, więc niewiarygodny

Najbardziej przejmujący i pełny opis wydarzeń zawarty jest we wspomnieniach Wacława Nowickiego, bezpośredniego świadka zbrodni: "Godzina 5 rano, 8 maja 1943 roku. Długa seria z kaemu rozpruła poniżej okien frontową ścianę naszego domu, stojącą pod nią kanapę, przeleciała przez pokój i ugrzęzła w przeciwległej ścianie zaledwie kilka centymetrów nad naszymi głowami. (...) Mama dopadła okna.
- Wieś płonie! - krzyczy. (...)
O godzinie 7.00 strzały i jęki ucichły. Zewsząd wiało grozą śmierci i zniszczenia. Ocaleni od pogromu mogli teraz zobaczyć tragedię swego miasteczka i dokonanego w nim ludobójstwa. W niespełna 2 godziny zginęło 128 niewinnych ludzi. Większość z nich, jak stwierdzili potem naoczni świadkowie, z rąk siepaczy Bielskiego i 'Pobiedy'. Mordercy obojga płci wpadali do mieszkań i seriami z automatów unicestwiali we śnie całe rodziny, a obrabowane w pośpiechu (nawet z zegarków) domostwa palili i pijani od krwi, z okrzykiem 'hura!' szli dalej mordować. Wielu zbudzonych nagłą strzelaniną i jękiem sąsiadów wylatywało na podwórko. Tych rozstrzeliwano z dziećmi pod ścianami chat. Jedni i drudzy wraz z domostwem obracali się w popiół. Daleko słychać było ryk bydła i rżenie zagrabianych koni. Podczas dantejskiego pogrzebu trudno było zidentyfikować pozostałe czasem tylko kończyny dzieci, rodziców, dziadków z rodów Karniewiczów, Łojków, Chmarów i wielu innych" (W. Nowicki, Żywe echa, Warszawa 1993, s. 99-100).

Głuchowski i Kowalski w "Gazecie Wyborczej" całkowicie deprecjonują relację Wacława Nowickiego: "Odwiedziliśmy i Nowickiego - mieszka w Warszawie. Przyjął nas w pokoju zasypanym starymi egzemplarzami 'Naszego Dziennika'. Przyznał, że nigdy nie widział żadnego z Bielskich, nie ma też dowodów na ich udział w zbrodni, a plotkę o winie Tewjego i braci przekazał mu, przy wódce, niejaki 'Lowa z Nowogródka', potwierdził zaś 'Wania z Lubczy'. Wyniki śledztwa IPN autor 'Żywych ech' nazwał 'mydleniem oczu'. Film - wielkim antypolskim skandalem". Może się więc wydawać, że dochowali wszelkiej staranności, dają się wypowiedzieć wszystkim stronom. Nie napisali jednak, że przedstawili się panu Nowickiemu nie jako dziennikarze "Wyborczej", lecz jako "studenci historii" (a przynajmniej jeden z nich nic wspólnego z historią nie ma), którzy jego adres rzekomo otrzymali od nalibockiego proboszcza. Nie sprawdzili, ile pan Nowicki ma lat, jak się z nim obecnie rozmawia. Wystarczy, że powtórzy zasłyszane pytanie (w którym zawarta jest sugerowana odpowiedź), aby już mieć zmanipulowaną relację.
Do tego w książce posłużyli się innym "świadectwem", czyli wypowiedzią osiemdziesięcioletniej Leonardy Juncewicz, która do dziś mieszka w Nalibokach. Usłyszeli od niej to, co usłyszeć chcieli, a mianowicie: "Myślę, że wielu ludzi, co Bielskich oskarżają, że się tą książką [Wacława Nowickiego - przyp. L.Ż.] zasugerowali. A przecież... co ten Nowicki mógł wiedzieć? On wtedy naście lat miał". Wacław Nowicki miał już wówczas 18 lat i był zaprzysiężonym żołnierzem AK. Można to więc odwrócić: co "mogła wiedzieć" pani Juncewicz, kilka lat młodsza od niego, o napastnikach?

"Wioska już nie istnieje" - relacja Sulii Wołożyńskiej-Rubin

Przejdźmy więc do tego, czego dziennikarze "Wyborczej" w swych analizach przyjąć nie chcieli. Oto przed prawie 30 laty ukazała się w Jerozolimie książka Sulii Wołożyńskiej-Rubin. Jej mąż Borys Rubiżewski był żydowskim partyzantem w grupie Izraela Keslera, podporządkowanej Tewje Bielskiemu. Sulia też była w tej grupie. Oto jak ona wspomina mord w Nalibokach:
"Nieopodal [dworzeckiego] getta znajdowała się wioska. Żydzi musieli przez nią przechodzić po drodze do lasu, a partyzanci [sowieccy] w drodze z lasu. Ci wieśniacy ostrzegali biciem w dzwony i waleniem w miedziane garnki o przemarszu takich osób, aby ostrzec pobliskie wioski. Chłopi wybiegali z siekierami, sierpami - czymkolwiek, co może służyć do zabijania - i rżnęli każdego, a potem rozdzielali między siebie cokolwiek ci nieszczęśliwi mieli. Grupa Borysa [Rubiżewskiego] zdecydowała, aby położyć raz na zawsze kres takiej działalności. Wysłali kilku ludzi do tej wioski, a sami zaczaili się w zasadzce. Wkrótce rozległy się sygnały alarmowe i uzbrojeni chłopi wybiegli, aby zabić 'przeklętych Żydów'. No, ale rozległy się salwy i skoszono ich ze wszystkich stron. Trzy dni zajęło, aby zbić trumny [dla poległych chłopów] i ponad 130 osób pochowano. Nigdy już więcej żaden Żyd czy partyzant nie zginął na tych drogach" (S. Wolozhinski Rubin, Against the Tide: The Story of an Unknown Partisan, Jerusalem 1980, s. 126-127). Możemy spokojnie pominąć drastyczne opisy, jak to mieszkańcy wypadali z siekierami na przechodzących spokojnie Żydów, którzy przecież dysponowali bronią palną. Ale te wspomnienia, choć nazwa Naliboki w nich nie pada, jednoznacznie wskazują na opisywaną pacyfikację. Zgadza się też liczba ofiar. Nigdzie w pobliżu nie było takiej zbrodni. Przez prawie 30 lat nikt tych wspomnień nie zakwestionował.
Co więcej, mamy nowe informacje, że miał to być akt żydowskiej zemsty na polskiej miejscowości. Z czasem Sulia Rubin dopowiadała nowe, coraz bardziej drastyczne szczegóły, aby bardziej ubarwić swą opowieść. Pojawiły się one w filmie dokumentalnym "The Bielsky Brothers: The Unkown Partisans" (Soma Productions, 1993). Sulia wypowiada się w nim: "Wioska już nie istnieje. (...) Tego dnia pochowano 130 osób". W filmie tym (w którym wystąpił również jej mąż i inni uczestnicy grupy Keslera, który pochodził z Naliboków i też miał brać udział w masakrze) przyznano również, że grupy żydowskie dokonywały rabunków okolicznej ludności: "Największym kłopotem było (...) wyżywienie tylu ludzi. Grupy 10 do 12 partyzantów wymaszerowywały na odległość 80 do 90 kilometrów, aby rabować wioski i przynieść żywność dla partyzantów". Sulia pochwaliła przedsiębiorczość swego przyszłego męża Borysa za to, że obdarował ją futrem, ubraniami i butami.
Wypowiedzi partyzantów żydowskich, jakie padły w tym filmie (w tym samej Sulii), też nigdy nie były kwestionowane. Dlaczego więc miałyby nie być prawdziwe? A według Głuchowskiego i Kowalskiego, nie są (o filmie w ogóle nie wspominają). Dlaczego? Bo jakoby "z grubsza zgadza się ilość zabitych, ale nie zgadza się co innego - opodal Nalibok nie było w czasie wojny żadnego getta". Ale słowo "opodal" jest bardzo względne.

"Antysemici, którzy twierdzą, że zabijaliśmy Polaków, po prostu kłamią"

Mamy również ustne przekazy, które potwierdzają udział ludzi Bielskiego. W 1996 r. "Gazeta Wyborcza" przytoczyła wypowiedź Longina Kołosowskiego "Longinusa", partyzanta AK: "Zaczęły się masowe rabunki wsi. I to nie było raz czy dwa, ale jedni wychodzili, drudzy wchodzili. Miejscowi zaczęli więc walczyć o chleb, organizowali polsko-białoruską samoobronę. (...) W Nalibokach wyrżnęli 127 ludzi z samoobrony. Wszyscy mówili, że Naliboki zrobił Bielski" (J. Hugo-Bader, A rewolucja to przecież miała być przecież przyjemność, "Gazeta Wyborcza", "Magazyn Gazety", 15 listopada 1996 r.). Dlaczego mamy im nie wierzyć właśnie teraz, skoro wcześniej takie przekazy były afirmowane?
Świadkowie - Polacy mieszkający w Nalibokach - nawet w ostatnich latach bali się zeznawać. Maria Chilicka w liście do mnie z 3 marca 2004 r. napisała: "Faktem jest, że boją się zeznawać, bo ci bandyci są przy władzy w Polsce. (...) Myśmy wszystko stracili, raz spalili [nas] Sowieci z Żydami. Za trzy miesiące (...) spalili nas Niemcy. (...) Dla mnie wojna się nie skończyła, do dziś nie mamy spokoju w Polsce". Czy można się dziwić wszechobecnemu strachowi w tamtym pokoleniu? Po tym, co przeżyło podczas okupacji?
Historyk Bogdan Musiał, badacz m.in. partyzantki sowieckiej na Kresach, przytacza dokument - rozkaz dla Brygady im. Stalina (z 3 czerwca 1943 r.), który jednoznacznie potwierdza, że byli mieszkańcy Naliboków byli wykorzystywani przez Sowietów w ataku na tę miejscowość: "Trzeba wskazać na fakt, że partyzant oddziału Dzierżyńskiego Józef Szymanowicz, który jako mieszkaniec Naliboków miał oddziałowi pokazać drogę w czasie marszu do tej miejscowości, zabłądził i nie doprowadził jednej z grup partyzantów na czas do miejsca wyjścia".
Skoro w tym samym rozkazie są wymieniani liczni Żydzi, którzy zostali wyróżnieni za swą postawę "w partyzantce", to trudno zakładać, aby Sowieci nie wykorzystywali znających teren i miejscowe układy byłych mieszkańców tej miejscowości (zob. Bogdan Musiał, Sowjetische Partisanen in Weißrußland: Innenansichten aus dem Gebiet Baranovi˘ci, 1941-1944. Eine Dokumentation, Mün-chen: Oldenbourg, 2004, s. 190-191).
Autorzy skupili się jednak na wybiórczych relacjach tych Żydów z grupy Bielskiego, którzy obecnie usilnie zaprzeczają swemu udziałowi w masakrze. Jeden z nich, Jakow Abramowicz, napisał: "Antysemici, którzy twierdzą, że zabijaliśmy Polaków, po prostu kłamią". Jest to "argument" mocny i obecnie bardzo skuteczny. Drugi - Jack-Idel Kagan, napisał mniej napastliwie, ale jednoznacznie: "Rozmawiałem po wojnie z wieloma byłymi partyzantami Bielskich i zapewnili mnie, że ich w Nalibokach nie było". Tenże sam Kagan kategorycznie wykluczył też udział Rubiżewskiego, opierając się na geografii: "Powtarzam, że cały maj spędziliśmy w okolicy wsi Stara Huta. To gdzie indziej". To jednak za mało, aby całkowicie wykluczyć udział partyzantów narodowości żydowskiej w masakrze. Tym bardziej że 14-letni Kagan do końca września 1943 r. przebywał w getcie w Nowogródku i na temat obozu Bielskich tak naprawdę nie miał nic do powiedzenia!
I jeszcze jedno - Zvi Bielski (syn Zusa Bielskiego) stwierdził, że "Bielscy sprzątnęliby wszystkich mieszkańców wioski, jeśliby musieli, (...) ci ludzie byli okrutnymi zabójcami, kiedy musieli". Czy naprawdę musieli?
Z pewnością konieczne są dalsze badania i poszukiwania, choć nieubłagany upływ czasu bardzo szybko zaciera resztki śladów.

O wszystkim decydowali Sowieci, ale...

Mimo wszystko dyskusja na te tematy - choć niepotrzebnie sprowadzona przez "Wyborczą" wyłącznie do zagadnienia: Żydzi czy nie-Żydzi? - jest bardzo potrzebna. Nie można oskarżać Żydów o zaplanowanie tej akcji czy kierowanie nią. O wszystkim, co istotne, decydowali przecież Sowieci. Ale grupy żydowskie były ich znaczącą częścią, trudno więc zdjąć z nich odpowiedzialność za wspólne dokonania.
Partyzantka sowiecka, pokrywająca olbrzymie połacie północno-wschodnich krańców RP, była wielokrotnie silniejsza od partyzantki polskiej, która nie była w stanie w pełni chronić ludności polskiej i polskiego stanu posiadania. Należy przy tym pamiętać, że warunki okupacji i działalności partyzantki na tych ziemiach były zupełnie inne niż w centralnej Polsce. Tu Niemcy panowali jedynie nad strategicznymi drogami i liniami kolejowymi, ich garnizony stacjonowały tylko w większych miejscowościach. Wokół zaś była "ziemia niczyja", wydana na łup wszelkich band rabunkowych i sowieckich "otriadów". Były to dla nich Dzikie Pola, na których można było bezkarnie hasać: kraść, rabować, napadać, gwałcić, mordować.
Raporty Delegatury Rządu i Armii Krajowej z tych terenów nie pozostawiają złudzeń co do istoty "sowieckiej partyzantki" oraz działającej ściśle w jej ramach "partyzantki żydowskiej". Jeden z nich tak to ujmuje:
"Akcja band bolszewickich jest tak ściśle związana z działalnością band rabunkowych i tyle ma wspólnych z nimi cech, że trudno jest nieraz (je) rozróżnić. Specjalną kategorię, jak gdyby pośrednią, stanowią bandy żydowskie, szczególnie znienawidzone przez ludność za swą bezwzględną i pełną nienawiści postawę, przede wszystkim do wszystkiego, co jest polskie".
Gdy dziś czytamy w zachodnich publikacjach o "polskich obozach koncentracyjnych", o "nazistowskiej AK", o współudziale Polaków w zagładzie Żydów, trudno oprzeć się przekonaniu, że mamy do czynienia z jakąś ogromną ofensywą propagandową. Bardzo często pojawiają się zarzuty (także w publikacjach dotyczących obozu Bielskiego), że AK dokonywała na nich mordów. Tylko że są to insynuacje bez pokrycia. Natomiast udział grup partyzantów żydowskich (w ramach oddziałów sowieckich) w bezwzględnym zwalczaniu oddziałów AK jest przecież bezsporny.

Partyzantka sowiecka była dla ludności polskiej tych ziem "drugą okupacją", często groźniejszą i bardziej okrutną. Niemieckie pacyfikacje, choć straszliwe w skutkach, dokonywane były co jakiś czas w ramach akcji odwetowych lub zastraszających. Partyzanci sowieccy i żydowscy mogli przychodzić noc w noc. Zabierali dosłownie wszystko - nawet rzeczy, które w ogóle w ich leśnym życiu były nieprzydatne, ale przecież miały jakąś wartość. Ich działalność przeciwko Niemcom - w porównaniu do możliwości kadrowych i posiadanego uzbrojenia - była doprawdy znikoma. Do tego dochodziły gwałty na kobietach dokonywane z ogromnym okrucieństwem. Nie było przed tym obrony - polska partyzantka była nieporównanie słabsza, gorzej uzbrojona, mogła operować tylko silnymi oddziałami.

"Ludność chwyta za broń w swej obronie"

Głuchowski i Kowalski wiedzą o tym, ale tak naprawdę bagatelizują problem. W obozie Bielskiego wygląda to wręcz na sielankę: "Sam Tewje nie zaprzeczał po wojnie, że sypiał z wieloma kobietami, ale - przynajmniej w obozie - starał się unikać mężatek, obojętnie, czy mąż był w lesie, czy w getcie". To, co robił on i jego "bojcy" poza obozem, w ich opowieści właściwie nie istnieje. A przecież sprawa gwałtów na kobietach stała się jednym z głównych problemów w rozmowach polsko-sowieckich w połowie 1943 roku, gdy Polacy chcieli jakoś unormować stosunki z Sowietami. Apelowali o "(...) niewysyłanie Żydów na rekwizycje (ludność się skarży) samorzutnie chwyta za broń w swej obronie, bo ci się znęcają, gwałcą kobiety i małe dzieci (...) obrażają ludność, straszą późniejszą zemstą Sowietów, nie mają miary w swej nieuzasadnionej złości i w rabunku".
Czy można to wszystko pominąć milczeniem, gdy bada się skomplikowane dzieje Kresów w tamtych latach? Czy można w ogóle mówić o klasycznej partyzantce w odniesieniu do grup żydowskich, które bardziej były "grupami przetrwania" i nie prowadziły walki z okupantem niemieckim? Czy można pomijać całkowitym milczeniem skomplikowane, nieformalne porozumienia grup żydowskich z Niemcami w Puszczy Nalibockiej (wspomina o nich choćby Sulia Rubin), a jednocześnie pisać o oddziałach AK por. Adolfa Pilcha, ps. "Góra", "Dolina", jako faktycznych niemieckich kolaborantach: "Polacy wespół z Niemcami konwojują transporty mąki idące do Mińska. Gdy napadają ich Sowieci - bronią się ramię w ramię". Dlatego tak łatwo Głuchowskiemu i Kowalskiemu udało się napisać o "polskim batalionie SS", którego przecież nie było.
Należy życzyć autorom, aby w jakichkolwiek badaniach, w tym także historycznych, wykazali więcej staranności i nie pomijali niczego, co może być istotnym objaśnieniem. A przede wszystkim - aby nie szli na tak skandaliczne "skróty", które mają usprawiedliwić skandaliczne błędy. Widzowie zaś, którzy na film "Opór" mimo wszystko się wybiorą, powinni potraktować go z przymrużeniem oka jak filmową bajkę, która z historią prawdziwą, która jest nauczycielką życia - naprawdę nie ma nic wspólnego.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"Film o Żydach-powstańcach to piramidalna bzdura"

W piątek na ekrany polskich kin wchodzi amerykańska superprodukcja „Opór”, opowieść o żydowskich partyzantach Tewje Bielskiego. Dla Żydów to bohaterowie, którzy w obliczu Zagłady, zamiast iść jak owce na rzeź, postanowili działać. Zupełnie inaczej postać Bielskiego widzą polscy historycy. – Ten film oddaje tylko cząstkę prawdy, fałszuje historię. Jest szkodliwy dla stosunków polsko-żydowskich – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską historyk z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk prof. Krzysztof Jasiewicz.

Joanna Stanisławska: Wiele środowisk w Polsce protestuje przeciwko emisji filmu „Opór”, który według nich jest kłamliwy, całkowicie fałszuje prawdę historyczną. Czy przedstawione w filmie realia są prawdziwe?

Prof. Krzysztof Jasiewicz: Ten film jest piramidalną bzdurą, opisuje rzeczy, jakie na Nowogródczyźnie, w ogóle na Kresach Wschodnich w czasie wojny nie miały miejsca. Tewje Bielski jest owszem postacią autentyczną, wraz z braćmi stworzył w Puszczy Nalibockiej obóz, w którym końca wojny doczekało ok. 1200 Żydów, ale nigdy z Niemcami nie walczył, tak jak zostało to przedstawione w filmie.

Joanna Stanisławska: Na ekranie zaś oglądamy szarżę na niemieckie czołgi w środku puszczy. Jak było naprawdę?

Prof. Krzysztof Jasiewicz: W rzeczywistości ani oddział Bielskiego, ani inna działająca w tym rejonie grupa partyzantów pod dowództwem Simchy Zorina, licząca 562 osoby, nie prowadziły działalności bojowej. Bezpośrednia walka z Wehrmachtem nie była ich celem. Partyzanci byli tropieni przez Niemców, za przywódców była wyznaczona wysoka nagroda, ale członkowie formacji nie podejmowali walki z okupantami, a jedynie uciekali przed nimi, kryjąc się po lasach. Chcieli przetrwać. Ich główną aktywnością było pozyskiwanie prowiantu od głodujących chłopów. Napadali na polskie wsie, rabując resztki żywności. Żydowskie grupy odznaczały się wyjątkową brutalnością, dochodziło do morderstw, gwałtów.

Joanna Stanisławska: Rekwizycje żywności robiła także Armia Krajowa i wszystkie inne partyzantki na świecie…

Prof. Krzysztof Jasiewicz: Tak, z tą różnicą, że na ogół partyzanci mają poparcie ludności miejscowej. Wokół Puszczy Nalibockiej znajdowały się polskie dwory pod niemieckim zarządem, a partyzantom Bielskiego oparcia w Polakach brakowało. Z pewną dozą sympatii traktowała ich zamieszkująca te tereny ludność białoruska.

Joanna Stanisławska: Partyzant z oddziału Bielskiego Anatol Wertheim pisał we wspomnieniach: „Jedzenia mieliśmy tyle, że posyłaliśmy nawet do Moskwy. Raz w tygodniu lądował na polowym lotnisku w puszczy samolot, przywoził gazety i materiały propagandowe, a zabierał samogon, słoninę i kiełbasy naszego wyrobu".

Prof. Krzysztof Jasiewicz: Ilość żywności, jaką posiadali, była porażająca, a trzeba pamiętać, że w okresie wojny głód był powszechny. Te liczby znamy z ich własnych sprawozdań, które się zachowały w archiwach sowieckich. Historia Bielskiego, w filmie przedstawiona jednoznacznie pozytywnie, jednowymiarowo, miała jeszcze wiele takich „odcieni szarości”. Przypuszcza się na przykład, że od przybyłych do puszczy uciekinierów z gett pobierał haracz. Otaczał się też ogromnym luksusem, podczas gdy sytuacja materialna mieszkających w jego obozie Żydów była zła.

Joanna Stanisławska: Czy partyzantka żydowska działająca na Kresach była kontrolowana przez Sowietów?

Prof. Krzysztof Jasiewicz: Tak, oddziały, o których mówimy, walczyły po stronie sowieckiej. W 1943 roku, kiedy polsko-sowiecki konflikt wokół Katynia osiągnął swoje apogeum, kiedy Niemcy odkryli masowe groby polskich oficerów i nagłośnili sprawę, na Kresach rozgorzała jawna wojna. Partyzantka sowiecka rozbrajała polskie oddziały, mordowała polski element przywódczy. Żydzi również brali udział w tych akcjach. Zresztą Bielski, który był przedwojennym kapralem Wojska Polskiego, po 17 września 1939 roku, kiedy Nowogródczyzna przez dwa lata była częścią Związku Sowieckiego (do niemieckiego najazdu w czerwcu 1941) był sowieckim urzędnikiem. Jak więc sowiecki aparatczyk może być bohaterem?

Joanna Stanisławska: Dla Żydów Tewje Bielski jest bohaterem, to drugi Oskar Schindler, a film „Opór” ma zrywać z panującym powszechnie przekonaniem o żydowskiej bierności wobec Zagłady, o tym, że Żydzi jak owce szli na rzeź, nie stawiali oporu.

Prof. Krzysztof Jasiewicz: Ciężko uznać rabunki i napady na ludność cywilną za przejaw bohaterstwa. Rozumiem, że środowiska żydowskie chcą promować postawy swojego narodu, swoje tradycje, ale wydaje się, że przybrało to formę przesadzoną, bo nie może być tak, że dzieje świata są zdominowane przez jedno wydarzenie pod nazwą Holocaust. Inne narody też miały swoje tragedie, straszne momenty w historii, które jednak nie przebiły się do kultury masowej.

Joanna Stanisławska: Przeciwnicy filmu, obawiają się, że utrwali on fałszywy obraz historii naszego regionu. Czy podziela Pan tę opinię?

Prof. Krzysztof Jasiewicz: „Opór” powinien być poprzedzony informacją, że przedstawia opowieść fikcyjną. Można założyć, że Polacy w miarę się jeszcze orientują w faktach historycznych, ale zdecydowana większość widzów, którzy obejrzą ten film na całym świecie, za prawdę uzna to, co zobaczy na ekranie. To o tyle przykre, że na Kresach Wschodnich dochodziło do autentycznych przypadków bohaterstwa, które mogłyby stać się kanwą dobrego sensacyjnego filmu. Tak jak historia powstania w Czortkowie, kiedy grupa młodych chłopców porwała się z bronią na garnizon sowiecki. Zostali złapani, dostali karę śmierci, a część dalsze życie spędziła w łagrach. Niesłychanym bohaterstwem wykazał się również podpułkownik Jerzy Dąbrowski, który w 1939 roku po klęsce wrześniowej walczył z bolszewikami w Puszczy Augustowskiej. Jego odział walczył okrył się taką sławą, że w 1939 roku pisał o nim brytyjski „The Times”. Wobec tych przykładów bohaterstwa, historia oddziału Bielskiego wydaje się czymś zupełnie prozaicznym.

Rozmawiała Joanna Stanisławska, Wirtualna Polska

------------------------------------------------------------------------------------------------------

Potocznie mianem polityki historycznej określa się coś, co należałoby nazwać raczej historycznym pijarem: propagandowe wycinanki z dziejów, nadawanie rozgłosu i znaczenia pewnym epizodom i postaciom, a tuszowanie innych, zwykle prowadzące do zupełnie groteskowego wykoślawienia historii. Rosja nagłaśnia rocznicę wypędzenia z Kremla polskich okupantów, Niemcy kręcą filmy o uczestnikach antyhitlerowskiej konspiracji w czasie wojny (wszystkich dziewięciu), a Hollywood przerabia Żydów, którzy z bronią w ręku rabowali polskich wieśniaków, na bohaterskich partyzantów.

Na taką politykę historyczną innych nacji powinniśmy odpowiedzieć, zdaniem wielu, pięknym za nadobne. Zrobić film o powstaniu warszawskim i Monte Cassino, wrednemu stereotypowi Polaka-bigota i antysemity z popkultury zachodniej przeciwstawić, na miarę posiadanych środków, pozytywny stereotyp Polaka – bohatera walki o wolność.

Na razie niewiele się w Polsce w tym kierunku robi, ale przynajmniej się o tym mówi, i to mówienie jest o tyle dobre, że przynajmniej odstąpiono od polityki historycznej, jaką postulowano wcześniej, szermującej hasłem „odbrązawiania”, a w istocie ożywianej perwersyjną chęcią poniżania własnego narodu i odbierania mu tych resztek dumy, jakie jeszcze czerpie ze swej przeszłości, w przekonaniu, że tylko przez takie przeczołganie wiedzie droga do jego europeizacji i modernizacji. Gdy więc czytam, że odłożono ad acta scenariusze demaskatorskiego filmiku o 13. posterunku na Westerplatte albo wrednego produkcyjniaka o Jedwabnem, to mam nadzieję, że może przynajmniej w tej kwestii IV RP nie okaże się tylko „pieredyszką”, ale trwałą zmianą.

Rafał A. Ziemkiewicz

Więcej tu: http://www.rp.pl/artykul/61991,252827.html
_________________

 
 
Akiko 
Banita


Wiek: 35
Dołączyła: 20 Paź 2005
Posty: 2965
Wysłany: Pią 20 Lut, 2009 14:52   

Nechama Tec jest autorka ksiazki "Defiance" na podstawie ktorej nakrecono ten kontrowersyjny film.
We wstepie napisala tak:
"My special thanks go to my friend Iwo Cyprian Pogonowski for helping me with the map."

Dziwny jest ten SWIAT!!!

No i przeczytalam te ksiazke.
To co tam sie dzialo to bylo pieklo na ziemi. Haracz od mieszkancow sciagali Niemcy. Zywnosci potrzebowala partyzantka sowiecka, bialoruska, polska, zydowskie. Bo nie tylko byl oddzial Bielskich. Wyprawy po zywnosc nie oddbywaly sie zawsze po.."dzentelmensku". A wyzywic ludzi trzeba bylo. Z drugiej strony chlopi tez chcieli sie wyzywic.
Czy Naliboki zmasakrowali w wyprawie po zywnosc ludzie Bielskiego czy z sowieckiej partyzantki( tam tez bywali Zydzi w roznych okresach) pewnie sie nie dowiemy juz... "Dziela" dokonczyli Niemcy.
_________________
Bądź odważny, gdy rozum zawodzi, bądź odważny. W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy. Zbigniew Herbert (1924 - 1998)
 
 
Akiko 
Banita


Wiek: 35
Dołączyła: 20 Paź 2005
Posty: 2965
Wysłany: Pią 20 Lut, 2009 20:40   

O tej ksiazce i filmie nalezaloby napisac tak:
Why does Hollywood take our favorite novels and turn them into crap?


Ksiazka nie zawiera wspanialych opisow napadow na czolgi, lecz opisy wyrokow smieci w obozie Bielskiego, sytuacje wyksztaconych kobiet zwiazanych z prostymi strzelcami dla zywnosci i poczucia bezpieczenstwa. Opisy wyrabiania mydla, walke z wszami, pchlami, tyfusem...
_________________
Bądź odważny, gdy rozum zawodzi, bądź odważny. W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy. Zbigniew Herbert (1924 - 1998)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,35 sekundy. Zapytań do SQL: 11