To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
IVRP.pl
polityka - militaria - kultura - podróże

Archiwum Akt Nietakdawnych - I. Nowopolski

I. Nowopolski - Pią 16 Lut, 2007 23:08
Temat postu: Re: ojej panie Sachs dobrze znamy pana twarz
lukasz4432 napisał/a:
Ekonomia Politycznej Poprawności
12.10.2006 15:19

Sachs zaczyna swoje dzieło - które złośliwi mogliby nazwać autoreklamą - od opowieści o swoim sukcesie w ratowaniu gospodarki Boliwii w II połowie lat 80. Cóż, kiedy pechowo dla niego i dla Boliwijczyków, 20 lat później uznali oni, że są w takiej samej nędzy i wybrali sobie na prezydenta komunistę...

Ujmująca powierzchowność Sachsa ma w sobie coś chłopięcego. Takie też są jego poglądy na przyczyny nędzy: rodem z nowej niedzielnej szkółki Politycznej Poprawności. Naprawdę zdumiewa zakres indoktrynacji zachodnich elit przez poglądy lewicowe, skoro nawet tak bystry człowiek jak Sachs może ze spokojem ducha pisać, że „niełatwo jest znaleźć w historii coś gorszego niż okrucieństwa i grabieże, jakich świat zachodni tak długo dopuszczał się w Afryce”. Jedna trzecia ludzkości może mu bez trudu znaleźć znacznie gorsze przykłady, i to w historii zupełnie najnowszej.


window.open('/_cms/photo.aspx?p=http://www.polskieradio.pl/_files/20060921142926/2006101203230539_320.jpg','Photo','width=227,height=320,top='+top(320)+',left='+left(227)+''); return false;

Gdyby do kategorii ludobójstwa zaliczyć też wyniszczenie gospodarcze - to kraje arabskie należałoby uznać za winnych śmierci dziesiątków milionów Afrykanów i Azjatów, którzy umarli wskutek niedożywienia i związanych z tym chorób. Cios rzeczywiście morderczy zadała krajom rozwijającym się broń naftowa. Ich raczkujące gospodarki załamały się pod ciężarem trzykrotnie zwiększonej w 1973 r. ceny ropy. Od tamtego czasu wiele krajów żyje na łaskawym chlebie Zachodu.

Paul Alexander, b. doradca rządu niemieckiego ds. pomocy rozwojowej, twierdzi, że kraje rozwijając się nie cierpią na niedobór kredytów z Banku Światowego, lecz na ich nadmiar. Kredyty są często chybione, nie dostosowane do prawdziwych potrzeb tych krajów. Jego zdaniem, najwyżej 20% z nich jest właściwie użyte. W roku 1980 r. wielkie banki międzynarodowe - które wyręczyły organizacje wyspecjalizowane w udzielaniu kredytów biednym państwom - pokrywały prawie 75% potrzeb krajów najuboższych. Niedługo potem 40 krajów rozwijających się zażądało "restrukturyzacji" spłat zadłużenia: rozłożenia ich na sto lat. W połowie lat 90. dwie trzecie tych długów, w oczywisty sposób nieściągalnych, zostało anulowanych.

Lecz o tym Sachs nie pisze nic.

Czytelnik nie dowie się z tej książki także tego, że do 1999 r. przy pomocy kredytów lub darowizn, Zachód udzielił finansowego wsparcia Drugiemu i Trzeciemu Światu w wysokości prawie 2 bilionów dolarów... Ani, że Meksyk roztrwonił pomoc 4-krotnie większą niż ta, jaką RFN otrzymała w ramach Planu Marshalla. Trudno w to uwierzyć, ale w całej tej obszernej książce nie ma ani jednej wzmianki o Singapurze: kraju jak najbardziej "trzecioświatowym". W ten sposób autor nie musi wyjaśniać czytelnikom czemu tam się udało to, co nie udało się w krajach nieskończenie bardziej szczodrze obdarzonych przez przyrodę. Jako swych bohaterów Sachs podaje Gandhiego i Martina Luthera Kinga. Można mieć różne poglądy na ich działalność polityczną – gospodarce nie mieli oni do zaproponowania zupełnie nic.

Zamki na piasku
Obecna w książce Sachsa mitologia wojny Południa z Północą do złudzenia przypomina tezy Lenina o walce wyzyskiwanych z imperializmem bankierów Zachodu. Dopóki będziemy operować abstrakcjami, które nie mają realnych desygnatów, takimi np. jak „społeczność międzynarodowa”, dopóty nasze analizy będą bez wartości. Nie ma niczego takiego jako owa "społeczność" - realnie istnieją tylko państwa o niekiedy zbieżnych lecz z reguły sprzecznych interesów.

Tak więc zaufanie pokładane przez Sachsa w instytucjach międzynarodowych budowane jest na piasku. Jednym z remediów na nędzę jest dla Sachsa "wzmocnienie ONZ". Wielkie znaczenie przypisał np. widowisku pod nazwą Szczyt Milenijny w 2000 r. z obsadą 147 światowych przywódców - choć jego skutki były (co oczywiste) żadne. Czytamy: "Nie ma sensu obciążanie ONZ za błędne posunięcia w ostatnich latach. Działa ona przecież z wolą najpotężniejszych państw." Ale te państwa muszą przecież uzgadniać każdą uchwałę Rady Bezpieczeństwa - a to oznacza, że wspólnym mianownikiem jest zawsze najbardziej rozmyty ogólnik... Skuteczność polityczną tej organizacji można więc spokojnie określić jako bliską zeru.

W całej książce nie znajdujemy nawet słowa "kapitalizm"! Co ciekawe, mimo to Sachs wylicza sześć rodzajów kapitału, jaki jest potrzebny do rozpoczęcia rozwoju gospodarczego. Otóż nie ma wśród nich wielokrotnie i dogłębnie opisanego tak zasadniczego czynnika jak kapitał społeczny: czyli pewnej gleby kulturowej, na której dopiero mogą rosnąć sadzonki przedsiębiorczości!

Kiedy autor uznaje konieczność ustosunkowania się do poglądów „Wall Street Journal” i Heritage Foundation (nie wiadomo dlaczego wymienia akurat te dwa podmioty, a nie np. obecny rząd USA), iż to wolność gospodarcza zapewnia rozwój - znajdujemy argument tak słaby, że aż żenuje. Otóż Sachs porównuje wolny (stosunkowo) wzrost gospodarczy Szwajcarii i Urugwaju z szybkim wzrostem... Chin. Nie można jednak porównywać krajów startujących z totalnie różnych stopni rozwoju. Ponadto wzrost ten dotyczy tylko PKB i dochodów ok. 5% najwyżej postawionych grup społecznych. Cała reszta niewiele różni się od niewolników Mao. Nie mając liczących się dochodów, nie mogą oni stworzyć rynku wewnętrznego: co jest powodem, że coraz liczniejsi eksperci liczą się z nagłym końcem tego pseudo-boomu. Wystarczy, żeby jeszcze bardziej wzrosła cena ropy lub Indie, Meksyk i Filipiny zaczęły produkować produkty o zbliżonej cenie lecz lepszej jakości. Według niektórych szacunków już za 4-5 lat Indie przegonią swego wielkiego sąsiada...

Chybione oceny
Wobec tych "niedociągnięć" książki trudno się dziwić, że opis polskiej sytuacji - a przypomnijmy, że autor odcisnął swój ślad w historii Europy Środkowo-Wschodniej, a szczególnie w Polsce - jest mówiąc łagodnie, niezbyt dokładny. Już na początku dowiadujemy się, że Kuroń, Michnik i Geremek - zwykli doradcy Związku, jak twierdzono wtedy - to "stratedzy Solidarności". Owi stratedzy, jak się dowiadujemy z książki, nie mieli żadnego pojęcia o ekonomii: dopiero Sachs musiał im wytłumaczyć gospodarcze położenie Polski. Jemu też zawdzięczamy umorzenie połowy długu zagranicznego - to on bowiem uświadomił Balcerowiczowi, że może się powołać na precedens z 1953 r., gdy kraje zachodnie umorzyły Niemcom ogromne długi przedwojenne.

Gorzej, że nie znajdujemy odniesienia do surowych ocen ważnych ekonomistów stanu polskiej gospodarki na rok wydania książki w USA, czyli 2005. Wśród nich mogłaby się znaleźć choćby ta ocena "Newsweeka": "Zysk z prywatyzacji czerpią wyłącznie inwestorzy zagraniczni a nie polskie państwo. Cudzoziemcy kupują co chcą i ustawiają produkcję pod swój własny interes. (...) Dla Polaków ma to konsekwencje katastrofalne. (...) Rodzinne klejnoty sprzedać można tylko raz."

Przechodząc z kolei do Rosji Sachs rozpisuje się o skąpstwie Zachodu, który nie chciał umorzyć długów sowieckich i stworzyć ogromnego funduszu stabilizacyjnego dla rubla. Jednak nie podaje sum przekazanych Rosjanom, które w rzeczywistości były gigantyczne i jeszcze w 1995 r. - mimo fiaska wszelkich uzgodnionych z Jelcynem reform - MFW za poręczeniem Waszyngtonu udzielił Moskwie 16,5 mld dolarów pożyczki. W ówczesnej sytuacji Rosji była to w istocie darowizna. Pomoc amerykańska pozwoliła w istocie utrzymać niezmieniony system, niwecząc wszelkie wysiłki reformatorów. Wedługg prasy rosyjskiej, z Rosji "wypływało" codziennie 50 mln dol. - głównie na prywatne konta w Szwajcarii i do różnych egzotycznych wysp.

Co interesujące, Sachs, gorący zwolennik prywatyzacji gospodarek postkomunistycznych, w wypadku Rosji przechodzi na pozycje przeciwne. Jego zdaniem przemysł gazowy winien zostać re-nacjonalizowany. Ciekawe, co by powiedział, gdyby dowiedział się jak wyglądała prywatyzacja w Polsce i poznał choćby proceder utrzymywania zbankrutowanych banków przez państwo.

Adam Lubicz
Jeffrey Sachs, "Koniec z nędzą. Zadanie dla naszego pokolenia", Wydawnictwo Naukowe PWN 2006

http://www.polskieradio.pl/media/artykul.aspx?s=71
Cytat:
Cytat:


Soros, Sachs, Balcerowicz i Inni

Raz po raz w centrum zainteresowania opinii publicznej pojawia się problem oceny rzeczywistych celów i ekonomicznych rezultatów transformacji ustrojowej dokonanej w III RP. Niedawne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego dotyczące tzw. Komisji Bankowej skutecznie chroni głównego wykonawcę tej transformacji przed koniecznością jakichkolwiek wyjaśnień.

Na stronie internetowej Prawica.Net ukazała się niedawno publikacja zatytułowana „Wysoki Koszt Jeffreya Sachsa”. Autor cytuje w nim obszerne fragmenty artykułu z periodyku Forbes z 1993 roku pod tym samym tytułem, napisanego przez (jak twierdzi) „renomowanych ekonomistów światowej klasy”:

Wiele złego wyniknęło ze skandalicznych błędów popełnionych przez sławnych „guru.” Nigdzie nie jest to bardziej oczywiste niż w Europie Wschodniej gdzie rządy płacą bezrobociem i stagnacją za postępowanie zgodnie ze złośliwymi radami.

Profesor R.H.Kozłowski i A. Nowak (Potrzeba Bilansu Otwarcia, NDz 9-10 IX 06) w taki sposób charakteryzują założenia polskiej transformacji i jej rezultaty:

Oficjalne założenia tzw Planu Balcerowicza były skoncentrowane zasadniczo w trzech parytetach:
1. zdławienie inflacji,
2. wprowadzenie wewnętrznej wymienialności waluty,
3. wprowadzenie praw rynkowych w gospodarce.
Aby zrealizować powyższe założenia, wprowadzono trzy czynniki:
1. lichwiarskie stopy procentowe w bankach,
2. wewnętrzną wymienialność złotego,
3. liberalizację przepisów celnych, które zgodnie z założeniami praw rynkowych miały samoczynnie pobudzić polską gospodarkę.
Ten plan zaczął realizować rząd kóry będąc w imieniu Narodu zastępczym właścicielem gospodarki, miał najświętszy obowiązek zadbać o powodzenie. Jaki mógł być efekt takiego planu-przy szczególnej specyfice polskiej gospodarki, osadzonej przez ostatnie dziesięciolecia w strukturach RWPG i kierującej swój produkt przede wszystkiem do wschodniego sąsiada, który także stał się bankrutem i mógł płacić rublową makulaturą-można było przewidzieć. Bankructwo gospodarki.

Nie wdając się w szczegóły publikacji w Forbes (Prawica Net), jej konkluzję stanowi twierdzenie, „że Zachód sfinansował zły rodzaj reform w Europie Wschodniej (czytaj w Polsce)”.

Odnosząc się do dwu stwierdzeń w powyższym zdaniu, należy zanegować oba. Po pierwsze „Zachód” niczego w Polsce nie sfinansował. Po drugie „reformy” zastosowane w naszym kraju były jak najlepsze, przynajmniej jeżeli za kryterium ich wartości przyjąć osiągnięcie zaplanowanych rezultatów. Dla usciślenia, „reformy” te zwane „Planem Balcerowicza” powstały w mózgu wybitnego spekulanta finansowego Georga Sorosa. Jeffrey Sachs, był tylko tzw. „go-between” pomiędzy Sorosem a Balcerowiczem. Pomimo to dzieki swojej działalności uzyskał rozgłos „światowej sławy ekonomisty”. Parę lat temu National Gegoraphic zaprezentował go jako „economic celebrity”, który podjął walkę ze światową nędzą. Jak na ironię, na kolorowej mapce świata ilustrującej obszary i rozwój nędzy, która tam została zaprezentowana przez „profesora” Sachsa, krajem przodującym w pogłebianiu się skrajnego ubóstwa była właśnie Polska. Nawet Bangladesz miał w tym zakresie lepsze trendy.

Wbrew oficjalnym twierdzeniom, „terapia szokowa” zastosowana w „Planie Balcerowicza” nie miała za zadanie „przywrócić gospodarki do życia”, a dokładnie odwrotnie.

Część gałęzi polskiej gospodarki była nieźle rozwinięta i konkurencyjna, większość produkowała wyroby przestarzałe lub słabej jakości. Cała gospodarka posiadała jednak ogromną przewagę nad „zachodnią” była niezwykle konkurencyjna cenowo. Z historii wiemy, że najpierw Japonia a obecnie Chiny zdobyły najbardziej nawet wymagające rynki zachodnie zalewając je wyrobami marnej jakości i początkowo prymitywnymi z punktu widzenia technologii, ale za to niezwykle tanimi. Obecnie Japonia słynie z wysokiej jakości produktów o najwyższej technologii, przewyższającej nawet amerykańską. Polska mogłaby pójść tą samą drogą a to byłoby nie dozaakceptowania dla naszych „zachodnich przyjaciół”. Z pomocą przyszedł więc „Plan Balcerowicza”.

Dzięki usztywnieniu kursu złotego wobec dolara, można było wypompować z Polski miliardy (hojnie pożyczanych przez zachód) dolarów tak potrzebnego kapitału. Mechanizm był dziecinnie prosty, tak że nawet nieobeznani z ekonomią szarzy zjadacze chleba robili na drobną skale interesy wymieniając dolary na złote i umieszczając je na lokatach terminowych złotowych z dwucyfrowym oprocentowaniem. Po okresie lokaty wymieniali spowrotem sumy wraz z odsetkami na dolary, których kurs w stosunku do złotego pozostawał praktycznie niezmienny. „Finansiści zachodni” robili w ten sposób znacznie większe interesy, odbierając pożyczone uprzednio Polsce dolary i zostawiając Ją z długami i procentami do spłacenia.

Drugim istotnym rezultatem sztywnego kursu złotego wobec dolara było znaczne relatywne podrożenie polskich wyrobów na rynkach zagranicznych i podobne potanienie importu spowodowane ogromną inflacją złotówki. Ceny polskich produktów rosły bowiem w przeliczeniu na dolary w tym samym tempie co „złotówkowa inflacja”. Odpowiednio ceny wyrobów importowanych taniały. Wynikiem tego była utrata konkurencyjności przez polskie podmioty gospodarcze, gwałtowny spadek produkcji (wg. wspomnianego artykułu tylko w pierszym kwartele 1990 o 25%!), zadłużenie i bankrucje. Wtedy zgodnie z libertyńską zasadą głoszoną przez kolejne kliki administrujące Polska, że „firma jest tyle warta ile za nią chcą zapłacić” rozdawano polski majątek za symboliczną złotówke tymże samym „finansistom”. „Plan Balcerowicza” zawiera jeszcze wiele podobnych „słodkich sekretów”, ale te dwa wystarczą do wytłumaczenia najwiekszej w pokojowej historii katastrofy ekonomicznej, społecznej, demograficznej, jaką przeżyła Polska w latach „transformacji”.
Zastanawiające jest tylko to, że tych dziecinnie prostych mechanizmów nie zauważają nie tylko „światowej sławy ekonomiści” ale także rzesze krajowych „ekspertów, analityków” i innych „specialistów” różnej maści.



]

I. Nowopolski - Sob 17 Lut, 2007 00:36
Temat postu: Nowopolski
Na stronie internetowej Prawica.Net ukazała się ostatnio publikacja zatytułowana „Wysoki Koszt Jeffreya Sachsa”. Autor cytuje w nim obszerne fragmenty publikacji z periodyku Forbes z 1993 roku o tym samym tytule napisane przez jak twierdzi „renomowanych ekonomistów światowej klasy”. Nie wdając się w szczegóły cytowanej publikacji, jej konkluzję stanowi twierdzenie, „że Zachód sfinansował zły rodzaj reform w Europie Wschodniej (czytaj w Polsce)”.

Odnosząc się do dwu stwierdzeń w powyższym zdaniu, należy zanegować oba. Po pierwsze „Zachód” niczego w Polsce nie sfinansował. Po drugie „reformy” zastosowane w naszym kraju były jak najlepsze, przynajmniej jeżeli za kryteruim ich wartości przyjąć osiągnięcie zaplanowanych rezultatów. Dla usciślenia, „reformy” te zwane „Planem Balcerowicza” powstały w mózgu wybitnego spekulanta finansowego Georga Sorosa. Jeffrey Sachs, był tylko tzw. „go-between” pomiedzy Sorosem a Balcerowiczem. Pomimo to dzieki swojej działalności uzyskał rozgłos „światowej sławy ekonomisty”. Parę lat temu National Gegoraphic zaprezentował go jako „economic celebrity”, który podjął walkę z światową nędzą. Jak na ironię, na kolorowej mapce świata ilustrującej obszary i rozwój nędzy, która tam została zaprezentowana przez „profesora” Sachsa, krajem przodującym w pogłebianiu się skrajnego ubóstwa była właśnie Polska. Nawet Bangladesz miał w tym zakresie lepsze trendy.

Wbrew oficjalnym stwierdzeniom, „terapia szokowa” zastosowana w „Planie Balcerowicza” nie miała za zadanie „przywrócić gospodarki do życia”, a dokładnie odwrotnie. Część gałęzi polskiej gospodarki była nieźle rozwinięta i konkurencyja, większość produkowała wyroby przestarzałe lub słabej jakości. Cała gospodarka posiadała jednak ogromną przewagę nad „zachodnią” była niezwykle konkurencyjna cenowo. Z historii wiemy, że najpierw Japonia a obecnie Chiny zdobyły najbardziej nawet wymagające rynki zachodnie zalewając je wyrobami marnej jakości i początkowo prymitywnymi z punktu widzenia technologii, ale za to niezwykle tanimi. Obecnie Japonia słynie z wysokiej jakości produktów o najwyższej technologii, przewyższającej nawet amerykańską. Polska moglaby pójść tą samą drogą a to byłoby niedozaakceptowania dla naszych „zachodnich przyjaciół”. Z pomocą przyszedł więc „Plan Balcerowicza”. Dzięki usztywnieniu kursu złotego wobec dolara, można było wypompować z Polski miliardy (hojnie pożyczanych przez zachód) dolarów tak potrzebnego kapitału. Mechanizm był dziecinnie prosty, tak że nawet nieobeznani z ekonomią szarzy zjadacze chleba robili na drobną skale interesy wymieniając dolary na złote i umieszczając je na lokatach terminowych złotowych z dwucyfrowym oprocentowaniem. Po okresie lokaty wymieniali spowrotem sumy wraz z odsetkami na dolary, których kurs w stosunku do złotego pozostawał praktycznie niezmienny. „Finansiści zachodni” robili w ten sposób znacznie większe interesy, odbierając pożyczone uprzednio Polsce dolary i zostawiając Ją z długami i procentami do spłacenia.

Drugim istotnym rezultatem sztywnego kursu złotego wobec dolara było znaczne relatywne podrożenie polskich wyrobów na rynkach zagranicznych i podobne potanienie importu spowodowane ogromną inflacją złotówki. Ceny polskich produktów rosły bowiem w przeliczeniu na dolary w tym samym tempie co „złotówkowa inflacja”. Odpowiednio ceny wyrobów importowanych taniały. Wynikiem tego była utrata konkurencyjności przez polskie podmioty gospodarcze, gwałtowny spadek produkcji (wg. wspomnianego artykułu tylko w pierszym kwartele 1990 o 25%!), zadłużenie i bankrucje. Wtedy zgodnie z libertyńską zasadą głoszoną przez kolejne kliki administrujące Polska, że „firma jest tyle warta ile za nią chcą zapłacić” rozdawano polski majątek za symboliczną złotówke tymże samym „finansistom”. „Plan Balcerowicza” zawiera jeszcze wiele podobnych „słodkich sekretów”, ale te dwa wystarczą do wytłumaczenia najwiekszej w pokojowej historii katastrofy ekonomicznej, społecznej, demograficznej, jaką przeżyła Polska w latach „transformacji”. Zastanawiające jest tylko to, że tych dziecinnie prostych mechanizmów nie zauważają nie tylko „światowej sławy ekonomiści” ale także rzesze krajowych „ekspertów, analityków” i innych „specialistów” różnej maści.

Czytaj więcej na ten i podobne tematy tutaj: http://www.polskapanorama.org

obecny - Sob 17 Lut, 2007 10:42

Nie zagłębiałem się w sprawę Balcerowicza ale już czytałem podobny artykuł a raczej debatę z udziałem Jana Olszewskiego. Zaraz ją gdzieś wygrzebie :P i zacytuję.
I. Nowopolski - Pią 02 Mar, 2007 17:10
Temat postu: W co wierzy polskie spoleczenstwo
Biorąc poprawkę na „rzetelność” ośrodków badania opinii publicznej, tylko około jedna trzecia społeczeństwa „wierzy” libertyńsko-postkomunistycznym organizacjom z (obecnie) Platformą Obywatelską na czele. Watro tu zadać pytanie tylko w co tak naprawdę „wierzy”. Czy w to, że głoszą one prawdę? Czy może w to, że doprowadzą one większą grupę różnej maści łajdaków i kanalii do upragnionego żłobu? Tego już ośrodki badania opinii publicznej nie precyzują. I słusznie. Jak wykazuje praktyka IIIRP tak prawda jak nawet samo jej dochodzenie jest niezgodne z konstytucją (ostatni przykład to „orzeczenie” TK dotyczące tzw. Komisji Bankowej). Zresztą jak dowodzą nihilistyczni obrońcy „poprawności w życiu społecznym i politycznym”; prawda nie istnieje! Twierdzą, że „prawda jest jak [G.U.C.I.O], każdy ma swoją”. W tym lapidarnym stwierdzeniu zawierają nie tylko głoszoną przez się „prawdę absolutną”, że prawda nie istnieje, ale poprzez porównanie do tej a nie innej cześci ciała, ukazują gdzie w hierarchii ich wartości znajdowałaby się ona gdyby oczywiście istniała. Nie przejmują się tym, że samo zaakceptowanie „prawdy absolutnej” o jej (tej prawdy) nie istnieniu, jest pozbawione elementarnej logiki i w związku z tym sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. W ich poplątanej postmodernistycznej ideologii wszystko jest względne i wynika z doraźnych potrzeb danej jednostki lub grupy. Tym też można wytłumaczyć fakt, że dotychczasowy „kryminalny barbarzyńca” tow. Andrzej Lepper, już w dzień po rozbiciu służącej Polsce koalicji awansował na „profesjonalistę” (patrz Onet.pl „UE nieoficjalnie o Lepperze: Profesjonalista”.) Narazie „nieoficjalnie”, ale przyjdzie czas i na „oficjalne uznanie”, oczywiscie o ile ostatecznie zerwie z "Kaczorami" np. z powodu niewlasciwej strategii skupu zywca. W tym wypadku pretekst jest zreszta nieistotny. Czy i w to „ucywilizowanie” Leppera uwierzy polskie społeczństwo? Od tego w co będzie ono wierzyć zależy nie tylko jego przyszłośc ale wogóle istnienie.

Przyglądając się Polsce poprzez pryzmat polskojęzycznych mediów, trudno oprzeć się wrażeniu, że wszystko jest w najlepszym porządku, no może za wyjątkiem obecności w życiu publicznym „wiecznych rozrabiaczy Kaczyńskich”. Gospodarka (jeżeli dać wiarę rzetelnym wskaźnikom) rozwija się w imponującym tempie 5% rocznie. Dla porównania tylko w pierwszym kwartale 1990 roku skurczyła się dzięki wprowadzeniu genialnego „Planu Balcerowicza” o 25%. Łatwo więc wyliczyć, że odrobienie siedemnastu lat „transformacji” zajmie circa trzysta lat. Bezrobocie też spada, obecnie do 15%, a na dodatek wiekszość bezrobotnych jest zarejestrowana tylko ze względu na ubezpieczenie medyczne i tak wogóle to nie chce pracować (główne wydanie telewizyjnych Wiadomości z 21 IX 06). Co do emigracji to ( o dziwo!) zdania „ekspertów” są podzielone. Wszyscy zauważają jej ogromne rozmiary, ale zdania są podzielone czy jest to zjawisko pozytywne czy nie. Może zresztą rozwiązaliby miedzy sobą ten dylemat, gdyby nie fakt, że obecnie ich mądre oczy zwrócone są na palące problemy praw gejów i lesbijek i inne sprawy związane z przywracaniem Polsce „europejskich standardów”. Zgodnie z sentencją często wyrażaną przez nasze „elity”: „nie możemy zmarnować tej szansy cywilizacyjnej, jaką daje nam wejście do Unii Europejskiej.” Przyszłość rysuje się dla Polski iście świetlana o ile oczywiście nie popsują wszystkiego te „Kaczory”. Co do tych ostatnich, to zwijają się jak w ukropie, próbując coś rzeczywiście dobrego dla Polski zrobić. Niestety zadanie to o ile wogóle jest wykonalne, łatwe nie jest. Półroczna walka z medialnym wizerunkiem „wanny Wassermana”, czy obrona „pieniacza” ministra Macierewicza, to drobiazgi. Prawdziwą skalę problemu ilustrują dopiero takie przykłady jak np. zmagania na arenia międzynarodowej z germańską bezczelnością wspieraną wspólnym wysiłkiem wszystkich byłych „polskich” ministrów spraw zagranicznych, czy nieudane próby zdyscyplionowania butnego agenta miedzynarowówki kapitalistycznej tow. Balcerowicza.

Jedno nie ulega wpliwości, od tego w co większość polskiego społeczeństwa będzie „wierzyć” zależy być albo nie być Polski. Nie ma już czasu na dalsze błędy i wypaczenia, na dalsze kłamstwa i szalbierstwa. Na tą „wiarę”polskiego społeczeństwa duży wpływ ma i będzie miała postawa tych którzy zwą się „elitami”. Dotychcczas „elity” te zachowywały się jak jemioła na drzewie Narodu. Dla własnego interesu powinny wreszcie zdać sobie sprawę z prostej prawdy, jeżeli drzewo to zginie to wraz z nim i jemioła. Gdy Polski i Polaków nie stanie, obcy mocodawcy nie będą ich już potrzebować do administrowania krajem nad Wisłą. Wbrew bełkotowi medialnemu i opiniom różnorakich „ekspertów” moment ten jest bliżej niżby się mogło wydawać. Problem jest w tym, że kłamstwa serwowane społeczeństwu do „uwierzenia”, przybierają w głowach „elit” formę wirtualnej postmodernistycznej „prawdy”, a nie ma niczego gorszego niż wiara we własne łgarstwo. Jedyna szansa jest w tym by przynajmniej cześć „elit” wiedziona instynktem samozachowawczym poparła braci Kaczyńskich w ich rozpaczliwych próbach uratowania Polski. Wszystko zależy od tego czy są jeszcze w stanie odróżnić prawdę od kłamstwa.

Ignacy Nowopolski
http://www.polskapanorama.org

I. Nowopolski - Wto 06 Mar, 2007 18:43
Temat postu: Zielony Szlak a Sprawa Polska
W październikowym wydaniu Chronicles Magazine, Srdja Trifkovic dyrektor Rockford Institute’s Center for International Affairs prezentuje swoje poglądy na zagrożenie Europy teroryzmem islamskim. Jak rosnąca rzesza niezależnych obserwatorów politycznych krytykuje on zaangażowanie USA w konflikt bałkański, którego korzenie tkwią jeszcze w początku lat dziewięćdziesiątych. Już w 1991 rozpad Jugosławii przypieczętowała Unia Europejska, deklarując że federacja jest niedoutrzymania i zachęcając poszczególne republiki do secesji. Nieprzypadkowo główną rolę w tym politycznym akcie grała Republika Federalna Niemiec. Akcie, który w swojej konsekwencji doprowadził do ogromnej tragedii mieszkańców tego kraju. W charakterze dygresji warto tu zwrócić uwagę, że jest na świecie kilka narodów które prawie zawsze w historii można znaleźć wsród inicjatorów działań sciągających na ludzkość lub jej części wielkie nieszczęścia. Do tego ekskluzywniego grona z całą pewnością można też zaliczyć „wielki naród niemiecki”.

Wracając do aktykułu w Chronicles, autor wypunktowuje „niekonsekwentny” stosunek USA do islamu i islamskiego teroryzmu. W skrócie można to zreasumować stwierdzeniem, że Stany wykazując nieprzejednaną postawę w stosunku do „islamu bliskowschodniego”, wspierają bez zastrzeżeń „islam bałkański”. Autor analizuje straty jakie amerykańskie interesy ponoszą w wyniku takiej polityki, dodając również, że jej rezultatem jest też powstanie silnej bazy „dżihadu” w sercu Europy. Z wnioskami powyższymi trudno się nie zgodzić. Pozostaje tylko pytanie, jak to się dzieje, że taka błędna polityka jest prowadzona konsekwentnie na przestrzeni dwu dekad przez wszystkich amerykańskich prezydentów (Clinton i Bushowie), należących ponadto do dwu rywalizujących partii? Odpowiedź wydaje się prosta. Zadaniem administracji amerykańskiej (podobnie jak „przedkaczyńskiej” w Polsce) nie jest realizacja interesów państwa i społeczeństwa, ale zadań postawionych jej przez „globalne ośrodki decyzyjne”. W przypadku bliskiego wschodu cele te są oczywiste dla każdego. Otwartą pozostaje kwestia jaka „idea” przyświeca „władcom” w odniesieniu do Bałkan i Europy?

Intencje świata islamu są w tym zakresie znane od dawna i określane mianem „Zielonego Szlaku” („Zelena Transverzala”), muzułmańskiego odpowiednika germańskiego „drang nach osten”. Szlak ten wiedzie ze Stambułu poprzez Bałkany w kierunku północnozachodnim. W przeciwieństwie do „niemieckiego”, kierunek ekspansji nakierowanej na „niewiernych” omija terytorium Polski. Pomimo popularnego stereotypu, wielowiekowe zmagania Polsko-Tureckie nie odbywały się więc na „głównym kierunku strategicznym” islamskiego „dżihadu”. Natomiast prawdą jest, że „polska duma narodowa” tak zwana „Odsiecz Wiedeńska” w 1683 i pokonanie przez Jana III Sobieskiego Sułtana Murata, przerwała na wiele stuleci wdrażanie tej idei w życie. W założeniu „odsiecz” miała uratować „Chrześcijańską Europę” przed islamizacją, w praktyce uratowała zachodnioeuropejską zgniliznę przed zmieceniem na śmietnik historii. Po stu latach w rewanżu nasi europejscy „bracia” wysłali swoje wojska do Polski, tyle że nie w celu „odsieczy” ale „rozbioru”.

Islamizacja Europy postępuje bez zakłóceń poprzez migrację, Chrześcijaństwo jest w zaniku. Jakby tego było mało Unia Europejska planuje włączenie Turcji w swoje struktury a „wspólnota euroatlantycka” robi wszystko co w jej mocy by na nowo otworzyć „Zielony Szlak”. Wygląda więc na to, że „gobalne ośrodki decyzyjne” przy pomocy islamskiego fundamentalizmu postanowiły zadać śmiertelny cios temu co można ogólnie określić mianem „Chrześcijańsko-łacińskiej cywilizacji”. Można spekulować w jakim celu?

Istotniejsza jest dla nas sytuacja Polski. Podobnie jak w 1683 roku mogłaby Ona spokojnie pozostać poza „teatrem działań”, ale podobnie jak wtedy zarówno Chrześcijańskie jak i anty-chrześcijańskie siły wepchnęły Ją w obszar konfrontacji. Te pierwsze licząc zapewne na zwycięstwo „polsko-katolickiego ducha” nad islamskim, te drugie na Jej zagładę wraz z resztą Europy. To tłumaczy zapewne zadziwiającą wręcz zgodność jaką wykazały w Polsce najbardziej nawet przeciwstawne ośrodki społeczno-polityczne w „zbożnym” dziele wpychania Jej w ramiona eurokołchozu. Pozostając bowiem poza jego strukturami, zachowałaby Ona między innymi suwerenność migracyjną. Będąc krajem stosunkowo mało atrakcyjnym dla emigracji docelowej, mogłaby spokojnie budować „lepsze jutro”, obserwując jak strumień muzułmanów kolonizuje Europę. Trudno przewidzieć jakie byłyby długofalowe konsekwencje takiej sytuacji. Jedno jest pewne, że Polska uniknęłaby konfrontacji w tak trudnym dla Siebie momencie zgodnie z starą zasadą polityczną by do międzynarodowych konfliktów włączać się jak najpóźniej. Niestety jak w XVII wieku w imię cudzych interesów znalazła się ona ponownie w centrum akcji. Podczas „Odsieczy” była Ona ciągle potęgą i dysponowała przewagą militarną w postaci sławnej husarii. A czym dysponuje teraz? Chyba tylko tradycyjnymi już więziami sympatii łączącej „oliwkowych dżentelmenów” i cnotliwe „Polki-Katoliczki” z pokolenia JP2.

Ignacy Nowopolski
http://www.polskapanorama.org

I. Nowopolski - Wto 13 Mar, 2007 17:16
Temat postu: Miłość w Wieży Babel
Kiedy dobry Stwórca przywołał na Swiat Człowieka, to z sobie tylko znanych powodów zasiał w jego rodzie różnorodność. Powstały więc odrębne rasy, kultury, plemiona i wreszcie narody. Już za czasów biblijnych, słudzy ciemności postanowili pokrzyżować plany boskie i w swej pysze i głupocie zaczęli budować wieżę Babel. Stwórca pomieszał im jednak języki i cały projekt niewypalił.


Od tego czasu wiele podobnych prób podejmowano z podobnym rezultatem. Ostatnie usiłowania należały do tzw. socjalistów. Ruch ten zaczął kwitnąć w Europie XIX wieku w odpowiedzi na „wyzysk kapitalistyczny”. Biblią całego tego ruchu był kapitał Marksa. Rosyjska częśc socjalistów podzieliła się niebawem na tzw. „bolszewików” i „mieńszewików”. Jedyna różnica w ideologii tych frakcji dotyczyła zdobywania środków na działalność partyjną. Bolszewicy stawiali na pospolity rozbój, a mieńszewicy od tego stronili. W niedługim czasie Bolszewicy zdobyli władzę w wielonarodowościowej Rosji i zmieniając nazwę na Komunistów rozpoczęli budowę ZSRR. W Niemczech socjaliści podzielili się na tych pro-sowieckich i narodowych (NSDAP). W obu tych krajach rozpoczęto budowę wielkich ponadnarodowych imperiów (Kraju Rad i niemieckiej Europy). Jak powszechnie wiadomo, próby te zakończyły się niepowodzeniem a ich koszta do dziś jeszcze spłacają społeczeństwa, które chcąc niechcąc uczestniczyły w tym eksperymencie.

Zatrzymując się na chwilę na systemie sowieckim, jako znacznie dłużej trwającym i niejako modelowym, należy podkreślić, że opierał się on na miłości. Ideą była miłość proletariuszy wszystkich krajów zjednoczonych w walce z międzynarodowym kapitalizmem. Narody radzieckie i te z tzw. Krajów Demkracji Ludowej, żyły w miłości, zgodzie i wiecznej przyjaźni. Miłość proletariatu nie znała granic, kochało się i dopieszczało (za nasze pieniądze) przyjaciół z Czarnego Lądu, z Kuby, z Wietnamu itp. Każdy kto poddał w wątpliwośc autentyczność i samo istnienie tej ogromnej miłości był okrzyknięty „wrogiem ludu”, „imerialistycznym agentem”, „psem łańcuchowym”...itp, itd.

Kiedy pewnego dnia system powszechnej miłości rozpadł się jak domek z kart, okazało się, że nie był on zbyt ugruntowany w naturze ludzkiej, mimo wielkiego wieloletniego wysiłku towarzyszy z pionu ideologicznego. Proletariusze różnych narodowości chwycili za broń mordując jedni drugich (Jugosławia, Kaukaz, itp), lub przynajmniej dodzielając się od swoich tak do niedawna umiłowanych sąsiadów (Czechosłowacja, ZSRR, itd.).

Socjaliści nie zrazili się jednak tymi niepowodzeniami i postanowili zbudować następną wieżę Babel w postaci tzw. Unii Europejskiej. Zmieniło się nieco słownictwo, ale metody pozostały te same. Totalne ogłupianie społeczeństwa przez media, niszczenie i opluwanie tych co znów myślą inaczej. Teraz to są „oszołomy”, „ciemniaki”, „pieniacze”, „skrajni nacjonaliści” itp. Gatunek budowniczych tej nowej wieży Babel nie uległ zmianie, tacy sami pyszałkowie, nieuki, moralne i intelektualne zera, zabrały się za niszczenie tych którzy ośmielają się jeszcze mówić prawdę.

O dziwo zmienił się również nieco „profil miłości”. Dawniej należało niekochać „kapitalistycznych krwiopijców” teraz trzeba ich kochać i szanować jako „inwestorów”. Bezgraniczna miłość do narodu niemieckiego do tej pory ograniczona do NRD, teraz rozciąga się bezwarunkowo na całą tę nację. Z kolei nie wszystkie kraje trzeciego świata są godne naszej miłości, taki np. Iran, czy Syria już nie.

Tak czy inaczej stoimy w obliczu kolejnego internacjonalistycznego projeku, który tak jak wszystkie poprzednie zakończyć się musi klapą, za którą znów zapłacą zwykli ludzie, a ideowi matacze na służbie „idei” znów spadną na cztery łapy, no chyba że przestaniemy już teraz ich słuchać.

Edwill - Śro 14 Mar, 2007 23:17

Pogląd taki wydaje się być pesymistyczny i skrajny. Porównywanie Unii Europejskiej do nieudanych i zbrodniczych eksperymentów w hitlerowskich Niemczech i sowieckiej Rosji jest niezbyt udane. Niewątpliwie UE ma pewne wady wymagające korekty, jednak nie zasługuje na tak surowe potępienie. Idea wspólnoty europejskiej, opartej na współpracy i równosci międzynarodowej, jest sama w sobie dobra, a przynajmniej nikt lepszej dotychczas nie wymyslił.

Zapędy dominujących tam socjalistów mogą być ostudzane przez wspólne stanowisko krajów mających tragiczne doswiadczenia w koloniach raju proletariatu - ZSRR. Rząd polski naraża się dla wielu liderów UE za wyrażanie swoich słusznych narodowych interesów, opartych na etyce chrzescijańskiej. Nic nie szkodzi, przyzwyczają się do respektowania poglądów z doswiadczonej "socjalizmem" częsci Europy, a przez to być może unikną poważnych błędów.

I. Nowopolski - Czw 15 Mar, 2007 18:53

Poglad wyrazony w artykule jest pesymistyczny i mozna sie z nim zgadzac lub nie. Natomiast okreslenie "skrajny" majace konotacje z zasady negatywna nie jest najszczesliwsze.

We wspolczesnej UE malzenstwo dwu mezczyzn staje sie juz norma, a posiadanie heteroseksualnej rodziny z dziesieciorgiem dzieci to juz "skrajnosc". Mozna takie przyklady mnozyc.

Dlatego istotniejsza jest ocena czy wyrazane poglady sa sluszne czy tez nie.

A jezeli eksperyment z UE okaze sie udany to bedzie to tylko powod do radosci.

I. Nowopolski - Pią 16 Mar, 2007 23:53
Temat postu: EKSMISJA POLSKA
NASZ DZIENNIK (Czwartek, 15 marca 2007, Nr 63)zamieścił ostatnio krótki i dosadny aktykuł przedstawiony poniżej w całości:

Cytat:
Koło globalizacji ma się kręcić: lekarstwem na emigrację ma być imigracja, a na imigrację - dalsza emigracja
Ministerialne lobbowanie

Resort gospodarki wydał raport na temat długofalowych skutków wielkiej emigracji z Polski. Eksperci biją na alarm: emigracja Polaków za granicę zniweluje efekty wzrostu gospodarczego i wywoła presję inflacyjną. Po prostu brak pracowników spowoduje nacisk na wzrost płac. A wzrost płac, jeśli nie towarzyszy mu wzrost wydajności, powoduje wzrost kosztów pracy, to zaś prowadzi do wzrostu cen, no a dalej jak w podręczniku Balcerowicza: wzrośnie inflacja, trzeba będzie podnieść stopy procentowe, to zaś zahamuje inwestycje, schłodzi gospodarkę i tempo wzrostu zostanie zahamowane.

Jakie remedium proponują eksperci? Otóż - proponują… imigrację! Sprowadzanie pracowników zza granicy w celu "zaspokojenia niedoborów w niektórych sektorach i zawodach". Brawo! Jakbyśmy słyszeli nie ekspertów rządowych, lecz PR-owców najętych przez związek pracodawców Lewiatan.
Wzrost płac to plaster, który mógłby zatkać upływ polskiej krwi… Któż jechałby na Zachód do byle jakiej pracy, gdyby tu, w kraju, mógł pracować za godziwe pieniądze, a może nawet w swoim zawodzie? Słowem - wzrost płac przy obecnej mizerii to ratunek dla emigrującej Polski. Gdyby rząd myślał kategoriami solidarnego państwa, eksperci resortu gospodarki, widząc, że płace muszą drgnąć w górę, zacieraliby ręce z zadowolenia. Wszak na rynku unijnym i tak zachowamy jedne z najniższych kosztów pracy. Poważny kapitał nie ucieknie, bo gdzie znajdzie pracowników tak tanich, a jednocześnie tak dobrze wykształconych jak w Polsce?
Tymczasem, o dziwo, w resorcie gospodarki perspektywa wzrostu płac budzi popłoch! Eksperci ubolewają, że tym razem wzrostu kosztów pracy nie da się już zmniejszyć, jak w latach poprzednich, przez dalszą redukcję zatrudnienia i wzrost wydajności (czyli nie da się zrobić tak, że jeden pracuje za dwóch za tę samą płacę). Jeśli więc pracodawcy chcą zwiększać produkcję, nie ma rady - muszą tworzyć nowe miejsca pracy - piszą autorzy raportu. Ale zaraz sprytnie sugerują, że nie będzie kim tych miejsc pracy obsadzić, bo młodzi fachowcy wyjechali. Trzeba sprowadzić imigrantów! - brzmi konkluzja rządowego raportu. Słowem - koło globalizacji ma się kręcić: lekarstwem na emigrację ma być imigracja, a na imigrację - dalsza emigracja itd., itd., itd.
Twierdzenie, jakoby w Polsce brakowało młodych fachowców szukających pracy, można między bajki włożyć. Po co przyjeżdżają tu poławiacze z Zachodu, jeśli nie po to, by wyłuskiwać najlepszych? Jest ich bez liku, tylko za pracę fachowca trzeba zapłacić...
No cóż, taki raport, jaki resort. A jaki resort, taka gospodarka.
Trudno nie spytać: dlaczegóż to resort gospodarki jest rzecznikiem li tylko pracodawców? Dlaczego za pieniądze podatników przygotowuje lobbystyczne raporty? Gdzie solidarna Polska? Gdzie interesy polskich pracowników, polskich rodzin, polskiej młodzieży, wreszcie - polskiego państwa? Dlaczego nieudolny pracodawca, który nie radzi sobie na europejskim rynku, mimo że korzysta w Polsce z najniższych w Unii kosztów pracy, ustami resortu gospodarki dyktuje warunki? A może pracodawca zamiast lobbowania na rzecz imigracji ze Wschodu i redukcji płac powinien lepiej zorganizować swoją firmę, zainwestować w nią, zatrudnić lepszych menedżerów? Wielki biznes w Polsce zazwyczaj rodził się nie z inicjatywy i zdolności, lecz z nomenklaturowych układów i służb. Dlaczego do takiego nieudacznika z czerwonej nomenklatury Polska ma dzisiaj dokładać przez darmowy eksport wykształconej młodzieży? Dlaczego dla jego wygody eksmituje się naród z własnego państwa? A może lepiej niech nieudolny pracodawca wyjedzie? Niech robi interesy w Chinach, a nam da spokój. Jego miejsce na rynku zajmą zdolniejsi.
Małgorzata Goss


Poruszony temat wydaje sie godnym przemyslenia i dyskusji.

Ignacy Nowopolski
http://www.polskapanorama.org

Trapp - Sob 17 Mar, 2007 09:37

A jak tam z ESPEBEPE, przecież "Nasz dziennik" powinien zająć się co się stało z pracownikami firmy należącej w znacznym stopniu do Ojca z RM. Widać że łatwiej rozkazywać niż samemu coś wypracować, zamiast udzielać rad jak wydać więcej cudzych pieniędzy, bo nie jest tak jak mówi Lepper ( główny prelegent RM ) że "pieniądze muszą się znaleźć".
Edwill - Sob 17 Mar, 2007 14:42

Małżeństwa pomiędzy dwoma "osobami" są godne ubolewania, bo wprowadzają zamęt w głowach młodych ludzi i sprowadzają słabszych na złą drogę. Niestety, są legalizowane nie tylko w UE, lecz również m.in. w Kanadzie i niektórych Stanach.

Rodzenie dziesięcioro dzieci w rodzinie w czasach "tykającej bomby ekologicznej" jest nieodpowiedzialne. Państwa z nieokiełzanym przyrostem naturalnym mają olbrzymie problemy ekonomiczne, socjalne i inne.

Krajom europejskim konieczny jest podwójnie wysoki przyrost naturalny, jeżeli Europa ma pozostać taką jaką jest znana. Polska z najniższym wskaźnikiem przyrostu, może stać się krajem mniejszosci narodowych i rasowych, które mogą się stać większoscią po kilku dekadach.

I. Nowopolski - Pon 19 Mar, 2007 17:08
Temat postu: Czyżby Zbiorowa Amnezja?
Na czoło informacji w środkach masowego przekazu wysunęły się informacje o wizycie kanclerz federalnej Angeli Merkel w Polsce. Pani Merkel zaszczyciła nasz kraj swoją osobą w niejako podwójny sposób; jako kanclerz i szefowa „prezydencji niemieckiej” UE. Myślą przewodnią wizyty miała być chęć poprawienia wzajemnych stosunków.

Już na samym wstępie Pani Kanclerz z wspaniałomyślnością typową dla przedstawicieli „wielkiego narodu niemieckiego”, oświadczyła, że zarówno Ona jaki i Jej rząd nie popierają żadnych roszczeń w stosunku do Polski. Było to posunięcie ze wszech miar rozsądne, gdyż Pani Merkel i jej rząd dziś są a jutro być może nie, a „tysiącletnia rzesza niemiecka” i jej roszczenia pozostaną. Ale o jakich to „roszczeniach” mówiła Pani Kanclerz? Od czasu zapoczątkowanego w 1989 roku pojednania wszystkie problemy zostały przecież ostatecznie rozwiązane. Czyżby więc coś nowego? Nie. Od zarania dziejów problem jest zawsze taki sam: germańskie roszczenia w stosunku do wschodnich sąsiadów zwane lapidarnie „drang nach osten”. Zmieniają się czasy, sytuacja międzynarodowa, nawet klimat, ale „drang nach osten” pozostaje niezmienny.

Podczas omawianej wizyty krajowe media zaczęły się zachwycać perspektywą, że Niemcy i Polska znów „zaczną mówić jednym głosem” i że ponownie zapanuje wieczna miłość i harmonia. Ta „miłość i harmonia” miała już trwać „na wieki” po procesie „pojednania” w latach 90-tych. Czyżby redaktorzy i opinia publiczna już zapomnieli procesje „polskich mężów stanu” przed kamerami TV takich jak Mazowiecki, Geremek, Miller, Kwaśniewski, itd., którzy informowali Polaków, że wszystkie sprawy już zostały pomyślnie rozwiązane, i Niemcy są naszym „najlepszym przyjacielem i adwokatem w UE”?

Dziś ponownie profesjonalna „Targowica” głosami takich tuzów jak Tusk, czy Buzek, zaczyna przebąkiwać o „mądrym kompromisie”. Ten „kompromis” też już był. W poprzednim rozdaniu polegał on na tym, że Polska zrzeknie się części swej z takim trudem i kosztem odzyskanej suwerenności, wzamian za „odniesienie do wartości chrześcijańskich” w Taktacie Konstytucyjnym UE. Jak wiadomo „odniesienie” to nie przeszło a sam Traktat na szczęście też przepadł, ale Polska zapłaciła za ten „kompromis”.

Obecnie „mądry kompromis” ma polegać na tym, że Polska pomoże Niemcom reanimować Traktat, który jest niezbędnym fundamentem odwiecznego marzenia o germańskiej Europie, a w zamian uzyska ustną obietnicę pisemnej obietnicy „solidarności energetycznej”. Kto choć trochę zna historię, wie że gwarancje Zachodu wobec Polski były zawsze tyle warte ile papier na którym zostały zapisane. Zakładając,że tym razem będzie inaczej, można przypuszczać, że w chwili gdy Rosja zakręci Polsce kurek z gazem, cała „solidarna piętnastka” będzie nam współczuć, ale tylko prywatnie ( podobnie jak to miało miejsce w sprawie embarga na mięso ), by nie psuć bezcennych stosunków z Rosją.

Można zrozumieć to, że polskie społeczeństwo nie zna prawdziwej historii, bo przez tyle lat była ona zakłamywana, jak również to że dziadowie nie nauczyli swoich wnuków dziejów najnowszych. Jak jednak zinterpretować brak zrozumienia prawdziwego sensu polsko-niemieckiego „pojednania” z przed pięciu, dziesięciu lat? Zbiorową amnezją?

Wydaje się że najlepiej to zjawisko opisuje termin „wishful thinking". Przed przystąpieniem do UE krążył w Polsce dowcip, że po przyłączeniu każdy Polak dostanie po Mercedesie…do umycia. Teraz to już nie dowcip. Szczytem marzeń przeciętnego polskiego “europejczyka” jest tylko to by Unia trwała dalej w swoim względnym dobrobycie i by nie zabrakło dla niego tego przysłowiowego Mercedesa do pucowania. I stąd bierze się to wishful thinking.

W tej sytuacji jedyną nadzieją jest to, że Prezydent Kaczyński jako prawdziwy polski polityk, będzie traktował kolejny proces “pojednania” z taką samą szczerością jak Frau Merkel

I. Nowopolski - Śro 21 Mar, 2007 23:28
Temat postu: II i III RP; Porównanie Dokonań
Od powstania tzw. III RP upłynęło już siedemnaście lat z okładem i zanosi się na to, że kończy już Ona swój niechlubny żywot pomimo głośnego zawodzenia jej „salonowych” beneficjentów. Okres ten jest porównywalny z „dwudziestoleciem miedzywojennym”, II RP, której rzeczywisty czas stablinej egzystencji niewiele przekraczał wspomniane siedemnaście lat. Jest więc okazja do porównania dokonań tych dwu okresów.

II Rzeczpospolita zaczynała swoją egzystencję w skrajnie niesprzyjających warunkach. Właściwie jedyną przyczyną jakiejkolwiek szansy na niepodległość była równoczesna klęska wszystkich trzech zaborców w I-szej Wojnie Światowej. Była to jednak tylko szansa z umiarkowanym prawdopodobieństwem powodzenia.

Po formalnej deklaracji niepodległości w listopadzie 1918 roku, Państwo nie posiadało żadnych granic. Ostateczna stabilizacja granic i ich międzynarodowa akceptacja nastąpiły dopiero w 1921. Wtedy to Francja straciwszy ostatecznie nadzieję na rychły upadek komunizmu w Rosji, przestała Ją traktować jak potencjalnego sojusznika i „przerzuciła” swoje „sympatie” na Polskę, uznając oficjalnie granicę polsko-bolszewicką.

Większość wspomnianego okresu (1918-1921) to czas wojen, powstań i kontrpowstań na polskich rubieżach. Zmagania te prowadzone były przez wojska będące zlepkiem „okruchów” z armii zaborców, wzmocnione (w Armii Hallera) polskimi emigrantami ze Stanów Zjednoczonych. Z powodu wrogiej postawy wszystkich sąsiadów blokujących dostawy z zagranicy, Wojsko Polskie cierpiało na chroniczne braki w sprzęcie i zaopatrzeniu. Pomimo to wyszło Ono zwycięzko z walk na wszystkich frontach, za wyjątkiem rubieży południowej (Zaolzia) okupowanej przez Czechów w krytycznym dla Polski momencie zmagań z Bolszewikami.

Scalenie ukształtowanego już terytorium również nie było łatwe. Administracyjne połączenie trzech zupełnie różnych (od 200 lat) systemów zarządzania, przezwyciężenie niekompatabilnych mentalności populacji trzech byłych zaborów oraz wrogości znacznej części licznych mniejszości narodowych, były monumentalnymi zadaniami. Pomimo to udało się w miarę szybko stworzyć efektywny aparat administracji centralnej i lokalnej.

Życie polityczne też nastręczało przeróżnych trudności i nie było wolne od egoizmu i sobiepaństa. Pomimo to w momentach krytycznych, wszystkie siły ( za wyjątkiem komunistów-ideowych ojców obecnej „lewicy”) potrafiły skupiać się wokół spraw najistotniejszych dla Państwa Polskiego (e.g. Cud nad Wisłą, Przewrót Majowy, Wojna Obronna 39 Roku).

Podobnie sytuacja demograficzna kraju nie była najlepsza. Obok wspomnianych już znacznych grup różnorakich mniejszości narodowych, stanowiących ok. 40% społeczeństwa, Naród doświadczył znacznego upustu krwi w czasie Wojny Światowej. Polacy mieli nieszczęście zabijać się nawzajem przez cztery lata walcząc przeciw sobie we wszystkich armiach zborczych.

Gospodarka jednoczącego się kraju była zróżnicowana w zależności od zaboru. Najbiedniejszy w Monarchii Habsburskiej i przeludniony (w ówczesnych warunkach makroekonomicznych) region zwany Galicją stanowił też najbiedniejszą częć II Rzeczpospolitej. Nieco lepiej wyglądała sytuacja w byłym zaborze rosyjskim, a najbardziej rozwiniętymi i uprzemysłowionymi były niewątpliwie Wielkopolska i Śląsk.

Na oczywiste trudności w scalaniu tych trzech różnych organizmów gospodarczych, nakładały się jeszcze ogromne zniszczenia wojenne w byłym zaborze rosyjskim i wschodniej części Galicji. Dotyczyły one nie tylko przemysłu i infrastruktury, ale także osobistej własności prywatnej obywateli, powodując wielką pauperyzację społeczeństwa. Sytuację komplikowała dodatkowo niechęć kapitału zachodniego do znaczniejszych inwestycji w Polsce, postrzeganej jako tzw. „państwo sezonowe” o niepewnej przyszłości. Dodatkowym problemem był tylko minimalny dostęp do morza i brak jakiegokolwiek portu zdolnego do obsługi handlu zagranicznego. Półśrodek w postaci sztucznego tworu Wersalu tzw. „Wolnego Miasta Gdańska” nie zdawał bowiem egzaminu.

W pierwszych latach niepodległości sytuację ekonomiczną komplikował dodatkowo wadliwy system finansowy (wykorzystujący ciągle okupacyjne marki polskie), który w połączeniu z kryzysem gospodarczym spowodował gigantyczną inflację.

Pomimo tych wszystkich problemów Polska pozbierała się i zaczęła dynamiczny rozwój.

Reforma walutowa Grabskiego pozwoliła polskiej złotówce być jedym ze stabilniejszych i solidniejszych pieniędzy Eurpy. W szybkim tempie wybudowano nowy port w Gdyni i rozwinięto marynarkę handlową i rybołóstwo. Uprzemysławianie Polski też postępowało dynamicznie z wiodącymi inwestycjami COPu (Centralnego Okręgu Przemysłowego) na czele. Edukacja i szkolnictwo wyższe było na bardzo dobrym poziomie, czego przykładami mogą być najlepsza uczelnia techniczna ówczesnej Europy, Politechnika Lwowska, czy renomowany Uniwersytet Jagielloński.

Ogólnie rzecz biorąc, okres dwudziestolecia międzywojennego został dobrze wykorzystany, a pod jego koniec Polska osiągnęła poziom rozwoju przewyższający w wielu dziedzinach ówczesne Włochy.

Rok 1989 zastał Polskę w drastycznie odmiennych warunkach. Pomomo kryzysu i upadku państwa komunistycznego, bytowi Jej nie zagrażało żadne niebezpieczeństwo. Upadek bloku wschodniego sprawił, że z map politycznych zniknęli wszyscy sąsiedzi Polski. Przez wiele lat nowe państwa ościenne zajęte były swoimi problemami wewnętrznymi i bez względu na rzeczywisty stosunek do Polski dały jej cenny czas na uporządkowanie własnych spraw.

Czas ten jednak został zmarnowany. Zwłaszcza w przypadku Niemiec, Polska zaprzepaściła szanse ułożenia sobie równoprawnych stosunków i poza paroma koniunkturalnymi deklaracjami i przeprosinami, nie uzyskała od tego sąsiada właściwie nic. Nawet tak fundamentalna sprawa jak zapis niemieckiej konstytucji definiujący BRD w granicach z 1937 roku pozostał bez zmian. Jako ogromne sukcesy otrąbiono tzw. „integrację ze strukturami euroatlantyckimi”. Jakie korzyści ma Polska z członkostwa w Unii, widać gołym okiem, zaś ewidentą korzyścią z NATO jest możliwość uczestniczenia na koszt polskiego podatnika w różnorakich misjach „pokojowych”, „stabilizacyjnych” itp. Nie można mieć przy tym żadnych złudzeń, że jeżeli by Polska kiedykolwiek potrzebowała pomocy sojuszniczej to otrzymałaby to co w 1939 roku.

W zakresie społeczno-gospodarczym IIIRP odziedziczyła po PRLu zwarty administracyjnie i narodowo homogeniczny obszar z 400 km dostępem do morza, trzema dużymi portami, dobrze rozwiniętym aczkolwiek przestarzałym technologicznie przemysłem.

Polska mogła być całkowicie samowystarczalna żywnościowo i energetycznie. Posiadała wiekszość strategicznych zasobów naturalnych. W okresie PRLu była czołowym producentem i eksporterem miedzi, węgla, energii elektrycznej, siarki, a także cukru, ziemniaków, mleka i jego przetworów nie licząc pomniejszych asortymentów towarów z prawie każdej dziedziny gospodarki. Praktycznie cały przemysł, system bankowy, infrastruktura, transport, rolnictwo, wszystkie grunta i nieruchomości były własnością Państwa Polskiego lub indywidualnych jego obywateli.

Po siedemnastu latach tzw. „transformacji”, „prywatyzacji”, „liberalizacji” i wszelkich innych „acji”, zarówno Polska jak gros jej obywateli pozostało bez narodowego przemysłu. Wiekszośc jego albo wprost skasowano, jako nieopłacalny, albo „sprzedano” obcemu kapitałowi. Pozostały resztki z „przetrąconym kręgosłupem” w takich dziedzinach jak górnictwo, stocznie, cukrownictwo. A i te resztki istnieją tylko dzięki temu, że PiSowi niespodzianie udało się przejąć władzę po ostatnich wyborach.

Prymitywny ale mimo wszystko funkcjonujący system zdrowotny zreformowano z wiadomymi skutkami. Na polecenie Unii „zreformowano” szkolnictwo i trójstopniowy system administracyjny kraju zastąpiono czterostopniowym, rozbudowując i tak już wielką i nieefektywną administrację.

Polska ze względu na swoje położenie w Europie i walory naturalne mogłaby osiągać ogromne zyski z samego tylko tranzytu i turystyki. Turystyka rozwija się w miarę dobrze, ale głównie w obszarach dostępnych dla dynamicznie rosnącego transportu lotniczego. Kolejnictwo, jak twierdzą media jest również nieopłacalne, a jego infrastruktura niszczeje i jest rozkradana przez przymierające głodem rzesze Polaków wyrzuconych poza nawias ludzkiej egzystencji. Infrastruktura drogowa, która na PRLowskim poziomie motoryzacji ledwo dyszała, teraz jest praktycznie nie do użytku. Średniowieczne wąskie trakty pokryte rozjechanym asfaltem są właściwie nieprzejezdne dla transportu rodem z XXI-go wieku.

Nędza dużej części społeczeństwa, niedożywienie dzieci, masowa emigracja i inne podobne zjawiska są tylko oczywistym rezultatem tego stanu rzeczy.

Najlepszą ilustrację tego jak bardzo cofnęła się Polska w rozwoju w stosunku do świata stanowi fakt, że znalazła się Ona już poniżej poziomu byłych bałtyckich republik sowieckich. Większość obywateli musi jeszcze pamiętać, że za czasów „sowieckich” różnice w poziomie rozwoju ZSRR i tzw. Demoludów (w tym Polski) były równie ogromne jak pomiędzy wspomnianymi „Demokracjami Ludowymi” i Europą Zachodnią.

Takie są kłujące w oczy fakty i żadne „wskaźniki”, oceny „wybitnych profesorów”, czy pochwały zamieszczane na łamach Financial Times czy Wall Street Journal nie zdołają ich zakłamać. Pozostaje tylko pytanie o przyczyny takiego a nie innego rozwoju sytuacji.

Jeżeli IV RP rzeczywiście powstanie i będzie posiadać stabilny narodowy rząd, to jego zadaniem bedzie formalne zbadanie i przedstawienie społeczeństwu mechanizmów które do tej sytuacji doprowadziły.

Teraz można jedynie wypunktować to co stanowiło zaczyn tak niekorzystnego rozwoju sytuacji w omawianym siedemnastoleciu.

Na pierwszym miejscu plasuje się zdrada „okrągłostołowa”, która umożliwiła faktyczną kontynuację rządów aparatu komunistycznego przy fasadowych zmianach w państwie i przeorientowaniu się „aparatczyków” na wysługiwanie się „zachodowi”.

W takiej sytuacji prawdziwym nieszczęściem dla Polski był brak narodowych elit, niszczonych od czasów rozbiorów do współczesności, z apogeum tego procesu w czasie II Wojny Światowej. Dlatego do „dyspozycji” pozostały, jak to określił Jarosław Kaczyński „łże-elity”. Termin ten zaczerpnięty został z używanego do określenia sił udających prawicę w dwudziestoleciu międzywojennym słowa „łżeprawica”. Jeżeli jednak w II RP zwrot ten służył do opisania jakichkolwiek sił politycznych, to z całą pewnością Jarosław Kaczyński niezwykle łagodnie scharakteryzował przy pomocy wspomnianego określenia tych którzy znajdowali się na szczytach drabiny społecznej w III RP. Problem ten nie dotyczył tylko kręgów politycznych i gospodarczych, ale sięgał każdej dziedziny życia Państwa i Narodu. Podobną wartość przedstawiali czołowi reprezentanci nauki, kultury, a nawet sportu. Nawet najbardziej prominentne jednostki, takie jak sławni nobliści, splugawieni kolaboracją z najbardziej zbrodniczym reżimem stalinowskim, nie mogły być autentycznymi piewcami duszy narodowej, a jedynie fałszywymi idolami zmanipulowanego społeczeństwa polskiego.

Kolejnym problemem, była ogromna demoralizacja całego społeczeństwa na wszystkich jego szczeblach. Stwarzało to podatny grunt do wszelkiej korupcji, wyrzeczenia się solidarności społecznej, a nawet pospolitej zdrady Ojczyzny w każdej możliwej formie.

Nie bez znaczenia była też niezmienna od wieków, obłudna, skrajnie egoistyczna i wyzbyta nawet najelementarniejszej etyki, postawa tzw. „zachodu”, który nie tylko że nie wspomógł krajów podnoszących się z ruin czerwonej rosyjskiej okupacji, ale zrobił wszystko by bez skrupułów wykorzystać ich słabość do własnych neokolonianlnych celów.

Jakkolwiek nie układały by się dalsze losy Polski, haniebne siedemnastolecie zaciąży na nich znacząco. Szczególnie bolesne jest zmarnowanie szans i aspiracji przynajmniej jednego pokolenia Polaków. Tym istotniejsze jest dokładne rozliczenie tego okresu i jednoznaczna jego ocena.

Edwill - Czw 22 Mar, 2007 01:35
Temat postu: Święta prawda.
AMEN :!: Niestety, tak to wygląda, czego zauważyć wielu Polaków nie jest w stanie, nawet "tych uczonych". :roll: :cry:

Torontoński tygodnik GŁOS POLSKI powtarza po Radio France International:

"... oczyszczenie koscioła i wojk. służb spec. z sowieckiej agentury to zaledwie pierwsze kroki na drodze do demokracji i niepodległosci Polski.Jesli się nie wyeliminuje tej agentury (w tym tej drugiej, czyli potomków sowieckich szpiegów) z cywilnych służb (ABW), z mediów, z dyplomacji (nomenklatura MSZ), policji, wojska i innych struktur państwowych, Polska nadal będzie cierpiała na wiele schorzeń socjalnych, na wewnętrzne nieuporządkowanie.

Dopiero po zneutralizowaniu sił, ugrupowań i osób swiadomie działających na szkodę Państwa Polskiego i Narodu, możliwe będzie wyprowadzenie kraju z kryzysu i podniesienie go na wyższy stopień cywilizacyjny i moralny. Jesli braciom Kaczyńskim uda się to wielkie dzieło, pozostaną oni w dziejach Polski na zawsze jako znakomici mężowie stanu".


Święte to są słowa powtarzane także w kółko i do znudzenia przeze mnie (z niesmakiem słuchającego oskarżenia o fanatyzm i obsesję), również od roku na tym forum :!: :cool: Hello... jeszcze ktos tam słucha :?: :???:

wichura - Czw 22 Mar, 2007 02:45

Bardzo dobry tekst! Warto poświęcić chwilę i przeczytać.
Edwill - Pią 23 Mar, 2007 01:06
Temat postu: Dziękuję autorowi i polecam innym.
Świetny i dla głęboko myślących to artykuł. Więcej takich proszę i nie tylko na tym forum. Otwierać oczy ogłupionym Kowalskim powinno być nas wszystkich zaszczytnym celem.
Gratuluję Ignacemu Nowopolskiemu załączenia linku do:

http://www.polskapanorama.org

Edwill - Pią 23 Mar, 2007 01:28
Temat postu: Wierz lecz sprawdzaj.
Cytat:
polskie społeczeństwo nie zna prawdziwej historii, bo przez tyle lat była ona zakłamywana, jak również to że dziadowie nie nauczyli swoich wnuków dziejów najnowszych

Niestety, tak jest. :oops: :cry: A wishful thinking, czyli pobożne życzenia, rzadko sprawdzają się w życiu.
Cytat:
W tej sytuacji jedyną nadzieją jest to, że Prezydent Kaczyński jako prawdziwy polski polityk, będzie traktował kolejny proces “pojednania” z taką samą szczerością jak Frau Merkel.

Może to są zbyt mocne słowa w stosunku do frau Merkel, jednak czujne patrzenie Niemcom na ręce, a nie na słowa i usmiechy, jest b. dobrą radą. Obecny polski rząd robi co może najlepiej. Rosyjskie przysłowie "Wierz lecz sprawdzaj", którym prez. Reagan "rozbawił" Gorbaczowa w Reykiaviku, jest tu b. stosowne.

Edwill - Pią 23 Mar, 2007 02:11

Jeżeli tylko częsć tego artykułu jest poprawnie zauważona, to przed Europą i UE rysuje się niezbyt optymistyczna przyszłosć. Członkostwo Polski w UE wydaje się być korzystne, trzeba tylko dbać o polski interes narodowy i starać się ją ulepszyć. Tak własnie usiłuje robić obecny rząd.

Nie rozumiem jednak, dlaczego Polska nalega na przyjęcie Turcji do UE? Wdzięcznosć z czasów rozbiorów RP nie powinna ułatwiać islamowi "zielonej drogi" w obecnej sytuacji.

I. Nowopolski - Pią 23 Mar, 2007 16:19
Temat postu: ''Afera'' Oleksego
Pół roku po wegierskiej jesieni
z taśmami nagrań i socjalistami w tle, przyszła pora na polską wiosnę w bardzo podobnym układzie choreograficznym. W naszym przypadku prima balleriną został niespodziewianie, dopiero co reanimowany do życia politycznego przez „obiektywny” SN, tow. Oleksy.

Abstrachując od oficjalnego potwierdzenia, dawno już historycznie udokumentowanej informacji, w jakim miejscu towarzysze socjaliści mają Polskę, „afera Oleksego” stymuluje pytanie o jej rzeczywiste przyczyny. Nikt bowiem nie może mieć wątpliwości, że zarówno sama „afera” jak i jej moment nie są sprawą przypadku.

W tej sprawie można postawić kilka hipotez, ale najprawdopodobniejszą wydaje się ta, ze „kreatorzy polskiej demokracji” postanowili usunąć z gry postkomunistyczną lewicę.

Sporo już wody w Wiśle upłynęło odkąd do władzy dorwały się „Kaczory” i wszystkie dotychczasowe próby rozbicia koalicji rządowej spełzły na niczym. Osłabiona i skompromitowana lewica, nie daje w krótkim przedziale czasowym wielkich nadzieji na odsunięcie PiSu od władzy, a badania opinii publicznej choćby i nadymane, pokazują przewagę PO nad blokiem rządzącym.

Wygląda więc na to, że „kreatorzy” zdecydowali się zgromadzić wszystkie siły „jasnogrodu” pod jednym sztandarem i w tym celu postanowili skatalizować przesunięcie lewicowgo elektoratu od postkomunistów do PO, aby potem wspólnymi siłami pozbyć się PiSu, którego utrzymywanie się przy władzy stanowi śmiertelne niebezpeczeństwo dla beneficjentów IIIRP i interesów obcych sił przez nich reprezentowanych.

Pośpiech z jakim realizują swój plan wskazuje na to,że zaczyna im się palić grunt pod nogami; bowiem powyższa manupulacja niekoniecznie musi się im udać.

Gros żelaznego elektoratu lewicy stanowi bowiem środowisko PRL-owskiego aparatu władzy, które zawsze będzie popierać swoich hersztów, a jakiekolwiek aspekty „moralne”,choćby i czysto kosmetyczne nie mają dla nich znaczenia. Do zgarnięcia zostaje więc głównie po-PGR-owski elektorat, który dotąd wiernie głosował na lewicę, cierpliwie oczekując manny z nieba.. Na ten elektorat czyha także nieprzewidywalna Samoobrona. Bardzo wiele zależeć będzie od tego czy Tuskowi uda się przekonać PGR-owszczyków, że tylko powrót germańskich panów daje gwarancje, że manna wreszcie spadnie i to do tego wprost do opróżnionej z bimbru musztardówki.

Apropos, ciekawe czy kiedykolwiek „wyciekną” nagrania rozmów Herr Tuska z Frau Merkel?

I. Nowopolski - Pią 23 Mar, 2007 21:51

Dla mnie tez calkowicie niezrozumiale jest dzialanie administracji amerykanskiej w "miekkim podbrzuszu Europy" i postawa UE w sprawie tureckiej. Najprawdopodobniej pewne mechanizmy sa ciagle dla obserwatora z zewnatrz niewidoczne i dopiero czas pokaze kto i dlaczego za tym stoi.

Dziwia mnie tez deklaracje Prezydenta Kaczynskiego ws. czlonkowstwa Turcji i "reanimacji" Konstytucji UE. Ostatnio zrobil to wraz z Prezydentem Wegier.

Sa dwie mozliwosci:

1. Albo juz sie sprzedal (mam nadzieje, ze nie)
2. Gra polityczna nastawiona na zmylenie sil dazacych do unifikacji Europy.

Edwill - Sob 24 Mar, 2007 01:49

Nawet nie możemy mysleć o możliwosci przekupstwa prezydenta Kaczyńskiego. Bracia Kaczyńscy są nie-do-kupienia przez kogokolwiek.

Turcja jest od b. dawna państwem swieckim, ale z ludnoscią 98% muzułmańską i w tym jest niebezpieczeństwo dla UE.

I. Nowopolski - Pon 26 Mar, 2007 17:07
Temat postu: ''Mąż Stanu'' powraca!
Wiodący polskojęzyczny brukowiec GW, a za nią wszystkie inne liczące się media krajowe podały radosną wiadomość: Aleksander Kwaśniewski wraca do polityki.

Przyczyną tej decyzji, jak się wyraził, jest potrzeba , zwalczania „atmosfery terroru, podsłuchów, pomówień itd.”.

Tow. Jaruzelski (TW Wolski), pytany w wywiadzie o zbrodnie stanu wojennego, stwietrdził lapidarnie, że „taka była wtedy logika”. Jak widzać towarzyszy socjalistów zawsze obowiązuje jakaś „inna logika”. „Mąż stanu”, w celu osiągnięcia założonych celów, mógłby poprostu zaapelować do swego kumpla Gudzowatego o zakazanie swej ochronie nagrywania rozmów. Ale nie, towarzysz „magister” wybrał bardzej radykalną metodę i wraca do polityki z hasłem : „wszystkie ręce na pokład” socjalistyczna łajba tonie!

Jako pierwsza na ten apel zareagowała TVN”Całe Kłamstwo Całą Dobę”, angażując do tego nawet....Adama Małysza. Podczas transmisji końcowej ceremonii z Planicy, zamiast pokazania uczestniczącego w niej ministra sportu, pokazała archiwalne klipy z udziałem Millera i Kwaśniewskiego. Zasiała tym samym w podświadomości rzesz widzów tej stacji skojarzenie miłego im sercu Adama z w/w towarzyszami. „Patrzcie, Olek to swój chłop, jak on wycałował naszego Adasia!”

Przy okazji stacja ta z charakterystyczną subtelnością skrytykowała Kaczyńskich, że wzorem w/w towarzyszy, nie pojawili się na tej uroczystości. Gdyby jednak Prezydent Kaczyński, wybrał się do Słowenii w celu uściśnięcia ręki Małysza, TVN rozpoczęłaby zmasowaną kampanię antyprezydencką. Jest bowiem rzeczą niedopuszczalną by „odpowiedzialny polityk polski” mógł zaprzepaścić okazję publicznego przypadnięcia do nóżek Frau Merkel! Zaprawdę rację mają „yntełygenci” z PO twierdząc, że PiS prowadzi fatalną politykę zagraniczną. Zasze czegoś istotnego zaniedba, jak nie Berlina, to Planicy.

Wracając jednak do tematu, można by zakładać, że „pierwsza postać polskiej lewicy” i jego ferajna powinni raczej siedzieć cicho i zadowolić się tym, że powołane do tego odpowiednie instytucje państwowenie nie zaopiekowały się nimi jeszcze, jakby to miało miejsce w każdym normalnym państwie. Z typowo bolszewicką bezczelnością wybrali atak. Widocznie pewni są niezawodności funkcjonowania polskiego „wymiaru niesprawiedliwości”. Zresztą gdyby nawet zawiódł, to istnieje jeszcze ostatnia linia obrony w postaci jaczejki złożonej z „najwybitniejszych prawników”, która z niezrozumiałych powodów ukrywa się pod kryptonimem TK.

Orzekła już ona „niezgodność z konstytucją” prób przesłuchiwania „profesora” Balcerowicza, usunięcia ze stanowiska „prezydent” Gronkiewicz-Waltz i wiele innych działań koalicji rządzącej. Teraz, w pocie czoła, przygotowuje takie „orzeczenie” w sprawie „poniżania TW-eków ancien régime” w ustawie lustracyjnej. „Zaniepokojenie i zmiesmaczenie” dotyczące tego wykazały już „środowiska akademickie” z „luminarzami polskiej nauki” z UW na czele.

Wydawałoby się, że najlepszym rozwiązaniem dla TK byłoby, zamiast rozdrabniania się na pojedyńczych sprawach, „orzeczenie niezgodności z konstytucją” prezydentury Lecha Kaczyńskiego i koalicji PiS-owskiej.

Wtedy za jednym zamachem „wróciłaby normalność”. Społeczeństwo mogłoby się nareszcie skoncentrować na degustowaniu „szczęścia i dobrobytu”, jaki według słów płynących dziś z Berlina osiągnął każdy członek UE.

I. Nowopolski - Wto 27 Mar, 2007 18:54
Temat postu: Do Powszechnego Użytku:Uproszczona Mapa Społeczno-Polityczna
W jednym ze swoich felietonów Stanisław Michalkiewicz wskazuje na zadziwiającą rozpiętość „ideową” epitetów jakimi za swoje poglądy jest obdarzany:
Cytat:
Byłem już „barbarzyńcą”, „antysemitą”, siedziałem w Białołęce za „kontynuowanie działalności antysocjalistycznej” w stanie wojennym, wrażliwcy społeczni piętnowali mnie za propagandę „dzikiego kapitalizmu”, zdarzyło mi się zostać nawet „rekordzistą prymitywizmu moralnego”, ale „publicystą neolewicy” – jeszcze nie byłem.


Wbrew pozorom nie ma w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę niezależność i samodzielność Jego poglądów.

W skomplikowanej, nieklarownej i pełnej niespodzianek rzeczywistości XXI wieku, zagoniony i zmęczony człowiek łaknie jasnego jej obrazu jak świeżego powietrza.
I tu przychodzą mu w sukurs medialni .manipulanci , ofiarując jasny czarno-biały obraz rzeczywistości, bez kłopotliwych odcieni szarości. Działając na zapotrzebowanie możnych tego świata, definiują i opatrują stosownymi przykładami światopogląd „liberalny” i „konserwatywny”, „prawicowy” i „lewicowy” itd. Od tego momentu „szary człowiek” nie musi się już kłopotać. Wybiera z „repertuaru”, to co według niego odpowiada jego świadomości i reszta idzie już jak z płatka. Jeżeli dla przykładu, określił się jako „zielony lewicowiec”, to nawet najmiejsze odchylenie od stereotypu tego światopoglądu wywołuje u niego irytację. Ktoś określający się jako zwolennik „liberalnego kapitalizmu” nie dopuści do siebie żadnego głosu ekologów, sugerujących potrzebę regulacji działalności gospodarczej człowieka w aspekcie środowiska naturalnego itd.

Stąd też człowiek samodzielnie myślący, jakim niewątpliwie jest Pan Redaktor Michalkiewicz, co chwila naraża się różnorakim, często najbardziej przeciwstawnym (teoretycznie) grupom ideologicznym.

Dobrą ilustracją tego tematu jest, ustabilizowana od wielu pokoleń, sytuacja społeczno-polityczna w USA. Jak wiadomo na scenie politycznej liczą się tam zasadniczo tylko dwie partie: Republikanie i Demokraci. Obserwując przez lata ich działania można dojść do wniosku, że rzeczywiste różnice między nimi są głównie kosmetyczne i retoryczne. Bez względu kto jest u władzy sprawy toczą się zgodnie z wolą możnych tego świata, którzy dają do wyboru społeczeństwu marionetki, które w ich imieniu mają tym państwem zarządzać. Patrick J. Buchanan określił to obrazowo, przyrównując obie te partie do dwu skrzydeł drapieżnego orła. Bez względu, które jest u władzy, rządzi zawsze ten drapieżnik.

Taki stan rzeczy bardzo ułatwia sytuację rządzącym. Wszelkie próby przemówienia do rozsądku szerszym grupom społecznym, spotykają się prawie zawsze z emocjonalną negacją. Człowiek XXI wieku nie ma bowiem czasu na myślenie. Myślą za niego media i „autorytety”, on zaś może spokojnie oddać się knsumpcji. Wybrał już przecież swą „opcję”, tak jak codziennie wybiera produkty w sieci globalnych supermarketów. I tak jak w supermarkecie nie przychodzi mu do głowy, że wybór jest coprawda duży, ale różnice produktów leżą głównie w ich opakowaniu.

Edwill - Śro 04 Kwi, 2007 20:49

"Człowiek XXI wieku nie ma czasu na myslenie"... Te smutne zjawisko występuje w krajach "starych" demokracji, jak i w b. demoludach (vide: Polska). Są tacy co myslą i próbują ulepszyć życie zwykłych i uczciwych obywateli, ale takim przylepia się łatkę "ciemnogrodzian, oszołomów, kaczystów-bolszewików" i najbardziej bzdurnych przymiotników dla... "oswieconych" mas, którymi się gardzi. :twisted:
I. Nowopolski - Śro 04 Kwi, 2007 22:45
Temat postu: O potrzebie powstania ''Nowej Polskiej Lewicy''
Przy każdym kolejnym „potknięciu ludzi lewicy”, czy to przypadkowym, czy wyreżyserowanym, z różnych stron i zaułków sceny politycznej padają słowa o potrzebie powstania nowej polskiej lewicy.

W naukach ścisłych istnieje żelazna zasada, by zanim się zacznie o czymś mówić, najpierw zdefiniować pojecia.

A więc ad rem:

Pojecie „lewica” wywodzi się od miejsca gdzie posłowie danej frakcji zasiadali w parlamencie i jako termin „geometryczny” zawiera w sobie imperatyw istnienia. Tam gdzie jest prawica musi być i lewica, gdzie jest góra musi być też i dół. Aby uniknąć niepotrzebnej konfuzji, nazwijmy więc umownie formację lewicową mianem socjalistycznej.

Każda ideologia socjalistyczna (lewicowa) opiera się Z DEFINICJI na negacji Boga i jego dekalogu oraz zakłada że życie doczesne jest celem samym w sobie i kontynuacja jego poprostu nie istnieje. Z drugiej zaś strony definicją polityki jest działanie dla dobra wspólnego. Zastanówmy się czy tak zdefiniowany socjalista jest wogóle zdolny do działania dla dobra wspólnego. Śmię twierdzić, że nie!

Agnostyk, nawet początkowo najbardziej ideowy musi się z czasem zdegenerować, o ile od zawsze nie był degeneratem. Czy można traktować na serio deklaracje socjalistów o ich altruizmie i chęci stworzenia raju na ziemi, jeśli exemplum takie fundamentalne zasady jak „nie zabijaj”, „nie kradnij” nie mają dla nich wiążącego znaczenia, a często wogóle nic nie znaczą? Czy człowiek, który uważa, że żyje tą jedną krótką niepowtarzalną chwilę ziemskiej egzystencji, stanowiącą jedyną szansę na „użycie” do woli tego czego się pragnie i lubi, może powstrzymać się od pokusy popełnienia największej nawet zbrodni za cenę utraty tej niepowtarzalnej szansy? Cała historia socjalizmu mówi,że NIE!

Abstrachując od ewidentnych przykładów „czerwonego” czy „brunatnego” socjalizmu, towarzysze zawsze byli, są i będą formacją patologii społecznej.

Książę Pierejasławski, opisuje jak będąc w swej młodości w służbie dyplomatycznej Carskiej Rosji w Niemczech, spotykał w czasie swoich licznych podróży niemieckich socjalistów. Początkowo był zaskoczony, że spotykani w wagonach restauracyjnych pierwszej klasy eleganccy panowie to socjalisci. Póżniej przyjął to za normę, że prowadzą oni życie często bardziej wystawne, niż On dobrze opłacany dyplomata „Carskoj (pańskoj) Rosiji”, „obszarnik i milioner”, syn szambelana dworu cesarskiego (krótko mówiąc burżuj i krwiopijca). Jako dabrą ilustrację ich cynizmu, opisał On „socjalistyczny” zwyczaj przesiadania się na jeden przystanek przed stacją docelową do wagonów drugiej klasy i zmianę wierzchniego luksusowego odzienia na podniszczone. A to wszystko w celu „godnego” powitania oczekującego ich na peronie „proletariatu”. Potem, już jako dyplomata IIRP, obserwował podobne zachowania towarzyszy z otoczenia Daszyńskiego.

Jak widać , tacy towarzysze jak Kwaśniewski, Oleksy, Kulczyk, Gudzowaty, Miller, itp, itd., nieczego nowego nie wymyślili. Grubą naiwnością byłoby oczekiwać, że indywidua pokroju Olejniczaka, czy Napieralskiego, będą postępować inaczej.

Można więc śmiało zaryzykować twierdzenie, że „lewica”(socjaliści) są Polsce nie tylko niepotrzebni ale wręcz niezwykle szkodliwi. Niestety tak jak margines kryminalny zawsze będą elementem społeczeństwa.

Zatem zamiast głosić wszem i wobec poprawne politycznie hasło o „ potrzebie nowej lewicy”, warto by się raczej zastanowić jak ją w przyszłości zminimalizować.

I. Nowopolski - Śro 04 Kwi, 2007 22:51
Temat postu: To nie przypadek
ze prawie jednoczesnie umiescilismy obaj w dwu roznych miejscach forum niemal identyczne uwagi.

Pozdrawiam!

Edwill - Pią 06 Kwi, 2007 03:39

Bardzo jasno wyjasniona i trudna do zakwestionowania sprawa "lewicy". Szkoda, że podobnych artykułów nie mogą znaleźć Kowalscy, po przeczytaniu głosowali by mądrzej.
scyg - Pią 06 Kwi, 2007 08:08

Nie chcę bronić idei socjalizmu, która wydaje mi się mylna w założeniu i w sposób udokumentowany niezdolna do stworzenia ładu społecznego do którego ponoć aspiruje, ale jako niewierzący antysocjalista nie mogę się zgodzić z podstawowymi tezami tego artykułu.
I.Nowopolski napisał/a:
Każda ideologia socjalistyczna (lewicowa) opiera się Z DEFINICJI na negacji Boga i jego dekalogu oraz zakłada że życie doczesne jest celem samym w sobie i kontynuacja jego poprostu nie istnieje.

Trudno się z tym w jakimkolwiek stopniu zgodzić - zbyt wielu głęboko wierzących chrześcijan wywodzi swoją lewicowość właśnie z wiary w Boga, który nakazuje im miłość bliźniego. Wystarczy posłuchać trochę z tego, co mówił Jan Paweł II - nie trzeba się wczytywać w encykliki, żeby zobaczyć, że nie był to do gospodarczo prawicowy myśliciel - a jednocześnie jednoznaczny antykomunista i obyczajowy konserwatysta.

I.Nowopolski napisał/a:
Agnostyk, nawet początkowo najbardziej ideowy musi się z czasem zdegenerować, o ile od zawsze nie był degeneratem. Czy można traktować na serio deklaracje socjalistów o ich altruizmie i chęci stworzenia raju na ziemi, jeśli exemplum takie fundamentalne zasady jak „nie zabijaj”, „nie kradnij” nie mają dla nich wiążącego znaczenia, a często wogóle nic nie znaczą?

A czy można poważnie traktować chrześcijan, którzy pomimo wyraźnego i nieobwarowanego żadnymi wyjątkami zakazu dalej promują karę śmierci i "wojny prewencyjne"?

Cytat:
Czy człowiek, który uważa, że żyje tą jedną krótką niepowtarzalną chwilę ziemskiej egzystencji, stanowiącą jedyną szansę na „użycie” do woli tego czego się pragnie i lubi, może powstrzymać się od pokusy popełnienia największej nawet zbrodni za cenę utraty tej niepowtarzalnej szansy? Cała historia socjalizmu mówi, że NIE!

Świadomość śmiertelności daje poczucie, że nie można tej jedynej szansy zmarnować - ale skąd założenie, że będzie się "używać" kosztem innych? Dla niektórych pośmiertną "nagrodą" równie dobrze może być perspektywa wdzięcznej pamięci dalszych pokoleń, a dla niektórych po prostu satysfakcja z dobrego życia. Osobiście nie czuję się zdegenerowany swoim brakiem wiary, i raczej nikłe są szansę, bym zaczął kraść, oszukiwiać czy zabijać z tego powodu. Bardziej zastanowiłbym się nad fundamentalizmem jakiejkolwiek maści - bo to właśnie fundamentaliści mają długą historię marszu do celu po trupach przeciwników.

Cytat:
Można więc śmiało zaryzykować twierdzenie, że „lewica”(socjaliści) są Polsce nie tylko niepotrzebni ale wręcz niezwykle szkodliwi. Niestety tak jak margines kryminalny zawsze będą elementem społeczeństwa.

"Lewica postkomunistyczna" ma tyle wspólnego z ideową lewicą co demokracja ludowa z demokracją. Dzisiaj żadna formacja lewicowa w Polsce nie jest wolna od piętna PRL-u, ale to nie znaczy, że w jakiejś przyszłości coś takiego nie powstanie. Należy odróżnić kacyków komunistycznych (i ich bezpośredniego "politycznego potomstwa") od uczciwych ludzi, którzy mogą chcieć poprawić los biednych, nawet jeśli metody w które wierzą nie są do końca przemyślane.

Cytat:
Zatem zamiast głosić wszem i wobec poprawne politycznie hasło o „ potrzebie nowej lewicy”, warto by się raczej zastanowić jak ją w przyszłości zminimalizować.

Moim zdaniem, dobrze byłoby, gdyby dzisiaj wiodące ugrupowania postkomunistyczno-socjalistyczne (głównie Samoobrona, SLD i PSL) - a raczej ludzie którzy je tworzą, bo nazwy partii nic nie znaczą - zniknęły z polskiej sceny politycznej. Natomiast bez jakiejś lewicy jakakolwiek (centro-) prawica zgnuśnieje, a nie mając zewnętrznego przeciwnika pokłóci się wewnętrznie. Co do tego nie mam żadnej wątpliwości.

I. Nowopolski - Pią 06 Kwi, 2007 15:57
Temat postu: Trzeci Wymiar Posłanki Pitery
W miarę postępującej degrengolady PO, na pierwszą gwiazdę medialną tej formacji urosła posłanka Julia Pitera. Coraz częściej można się na nią natknąć w mediach, jak z całkowitą pogardą dla inteligencji widzów wyjaśnia, że jeżeli PO przed wyborami mówiła „białe” (e.g.zniesienie imunitetu poselskiego), a teraz „czarne”, to w gruncie rzeczy jest to dokładnie to samo, tylko w innym świetle.

Ostatnio miałem wątpliwą przyjemność oglądać tę Panią w czwartkowym wydaniu „Trzeciego Wymiaru” w TVP3. W programie poruszono między innymi przypadek obrazy Jana Pawła II przez niemiecki dziennik „Die Welt”. Pani poseł odrzuciła stanowczo sugestię Marszałka Dobrosza, o społeczny bojkot polskojęzycznych brukowców należacych do tego samego koncernu, takich jak „Dziennik”, czy „Fakt”. W zamian Pani Pitera zaproponowała... bojkot bajek braci Grimm, jak należy przypuszczać, pośrednio akcentując niejako infantylizm polskiego społeczeństwa. Należy tu wyrazić ubolewanie, że Pani Poseł nie zaapelowała do społeczeństwa by po prostu przestało wierzyć w bajki, a zwłaszcza tą jedną o „polsko-niemieckim pojednaniu”.

Na marginesie tego artykułu, warto podkreślić, że od momentu gdy Senator Gowin, jedyny prominentny członek PO u którego dało się jeszcze wyczuć kołaczące się resztki uczciwości i sumienia, zaczął się mętnie tłumaczyć z prośby „udzielenia gwarancji pewnym osobom” jaką według słów Premiara Kaczyńskiego składał mu jakiś czas temu, coraz aktualniejsza staje się alternatywa utworzenia „nowej partii cieszącej się społecznym zaufaniem”.

Partia ta, z zawodowymi Targowiczanami na czele, skupiła by znów „myślącą część społeczeństwa” z „yntełygencją III RP” w szczególności.

Edwill - Pią 06 Kwi, 2007 16:02

Powyższe opinie zmuszają człowieka do zastanowienia się. W polityce są strefy "szare", gdzie pewne prawicowe i lewicowe ideały są do siebie zbliżone. Historia jednak pokazuje, że pomimo wzniosłych socjalistycznych ideałów w praktyce te systemy zawsze przyniosły ze sobą tylko cierpienie i smierć dla milionów niewinnych ludzi. W czasie rozwoju ekonomicznego Zachodu, ZSRR i jego kolonie żyły w zacofaniu i biedzie. Tylko margines społeczny: nieroby, krętacze i bez sumienia karierowicze, miał z tego bałaganu jakies tam korzysci.

To mi wystarcza ażeby być po stronie konserwatyzmu i nowoczesnego kapitalizmu. Nie są to systemy doskonałe, tak jak demokracja nie jest idealna, ale narazie nikt nic lepszego nie wymyslił.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group